
Obudziłam się z zimowego kulinarnego snu, więc ląduję z nowym przepisem. Uskuteczniałam go kilkukrotnie w ciągu jednego tygodnia, za każdym razem w innej wersji, więc wiem o czym piszę. Jego największą zaletą jest to, że nie musicie posiadać wszystkich składników, a także możecie go modyfikować według własnego uznania z dużym prawdopodobieństwem, że i tak będzie super. Do tego jest lekki i zdrowy, dziecinnie prosty do wykonania i znika z talerza jeszcze szybciej, niż się robi. Słowem ideał.






Dzisiaj przepis na crunchy własnej roboty. Kto czyta składy produktów na pewno wie, że te sklepowe zawierają wiele niepożądanych dodatków, które nie wpływają pozytywnie na nasz organizm, więc warto je wyeliminować. Przygotowanie własnego zajmuje zaledwie kwadrans, a smakiem wyprzedza wszystko, co stoi na sklepowych półkach i jest dosmaczane chemicznie. Przewagą jest też to, że sami możemy komponować smak. Nie odkryję tu Ameryki, na pewno wielu z Was już ma taki przepis i z niego korzysta, ale świat jest wielki, a czasami najbardziej oczywiste rzeczy okazują się najbardziej zdumiewające, więc może kogoś jeszcze zaskoczę.


