19 paź 2015

Dokąd na urlop jesienią? Włochy i Wenecja Euganejska - noclegi, zwiedzanie, informacje.

Jesień to dla wielu czas apokalipsy, klęska żywiołowa i okres, w którym upada ostatni bastion nadziei. Jesień przychodzi szybko i odchodzi powoli. Wraz ze spadającymi liśćmi mija nasz entuzjazm, energia, a dni zamieniają się w noc i już wszystko jedno, jak wcześnie wstajemy czy kładziemy się spać. Świat spowija głęboki i intensywny mrok. Na zawsze! A przynajmniej na jeszcze kilka miesięcy.Wówczas pozostaje jedno wyjście z sytuacji. Pakować manele, wręczyć sobie nagrodę w postaci zaległego urlopu i ruszyć w stronę światła.

Tak zrobiliśmy my, delegując swoje tyłki na wyczekiwany całe lato odpoczynek we Włoszech, ale ale... aby poczuć przygodę - obraliśmy region Włoch Północnych - Wenecję Euganejską ( po drodze drasnęliśmy również nieco Friuli-Wenecji Julijskiej). To obszar, który rozciąga się pomiędzy górami ( Alpy i Dolomity), a Morzem Adriatyckim. Znajduje się blisko granicy z Austrią, a jego stolicą jest boska Wenecja.


Co to było za napięcie. Wystarczyła krótka wymiana opinii z przypadkowymi ludźmi, abym miewała bezsenne noce i niepokojące wizje, w których zamiast spacerów urokliwymi wąskimi uliczkami, codziennie skuwamy lód z przedniej szyby samochodu.

"Północ Włoch w październiku to loteria", "pogoda nieprzewidywalna", "prognozy niepewne" powiadali życzliwi radząc wyjazd dalej, na południe, najpewniej do Afryki. Istniało prawdopodobieństwo, że wychłoszcze nas deszcz i wiatr i jedyne co zobaczymy to denka butelek po winie, którym będziemy zapijać depresję wywołaną niedoborem słońca. Jednak słoneczny kierunek byłby zbyt prosty, a proste życie to żadne życie! Przynajmniej my takiego nie znamy.
Wyruszyliśmy. W Polsce przymrozki. Rokowania niepomyślne. Stadium zejściowe lata. Reanimacja bezskuteczna. Agonia. Wjechaliśmy do Włoch, zdjęłam jedną z bluz, szalik i zsunęłam z siebie koc. Wiało, jak w Zakopanem na zmianę z palącym słońcem a'la prosto z Majorki. Jeszcze pachniało latem, choć już z nutką jesiennej trwogi. Prognoza pogody była jak wyrok. Jak dobrze, że nie można na niej polegać. Z ponurych zapowiedzi został tylko cień rzucany przez słońce. Z dnia na dzień coraz bardziej jaśniało, a rosnąca temperatura rozbierała nas z kolejnych warstw. Zaczęliśmy się pocić, sapać i mrużyć oczy, nieprzygotowani na ciepło, jak zupełni amatorzy. Było tak jak powinno być i nawet deszczowy dzień w Wenecji wydawał się pasować do tej układanki. 

Tak łatwo mieć idealne życie. Wystarczy uwierzyć, że bez względu na okoliczności jest tak, jak chcieliśmy aby było. I nagle bledną wszystkie obawy, a my sięgamy świata z otwartym sercem i niczym nieskrępowaną odwagą. Przestajemy się bać.

Przejechaliśmy prawie 3000km, zwiedziliśmy kilkanaście miejscowości, pierwszy raz w życiu jedliśmy giuggiole ( głożynę pospolitą) i to w gościnie u samego F. Petrarki ( tak, tego samego którego znacie ze szkoły i "Sonetów do Laury"). 

Wykorzystaliśmy ten czas do cna i musieliśmy leczyć kaca od nadmiaru tlenu. Kiedy człowiek wychodzi z biura zaczyna się dusić, głownie świadomością, jak bardzo życie przecieka mu przez palce wraz z tymi wszystkimi godzinami, które spędza nie tam gdzie powinien. Dlatego nie było mowy o leżeniu plackiem.

Nasz wyjazd to była 11-dniowa Odyseja. Noclegi zarezerwowaliśmy w 3 różnych miejscach, które miały stanowić bazę wypadową do zwiedzania obszaru od wybrzeży Adriatyku poczynając, a na Jeziorze Garda kończąc. Wybraliśmy 10 miejscowości na 10 dni, które postanowiliśmy wycisnąć jak cytrynę, przemierzając Italię od wschodu na zachód. Każdy dzień przeznaczyliśmy na jedną miejscowość, choć zdarzały się wyjątki tak jak nad jeziorem Garda, gdzie 1 dzień wystarczył, aby zjechać pół wybrzeża.


Nasza trasa:
- Aquileia( Friuli-Wenecja Julijska)
- Palmanova (Friuli-Wenecja Julijska)
- Caorle
- Burano
- Wenecja 
- Padwa
- Arqua Petrarca
- Abano Terme
- Werona
- wschodnio-południowe wybrzeże jeziora Garda.

 

Noclegi:
- Caorle - to był nasz pierwszy punkt noclegowy. Apartament w nadmorskim miasteczku z klimatyczną starówką, skąd blisko zarówno do Wenecji, jak i adriatyckich plaż okazał się strzałem w 10-tkę. Apartament był duży i nie można było mu wiele zarzucić, gdyby nie to, że wymagał zaopatrzenia w tak podstawowe rzeczy, jak chociażby pościel, czy papier toaletowy. Za to jako jedyny z odwiedzonych posiadał windę.
Ciao Caorle Appartamenti
Viale Buonarroti 61, 30021 Caorle, Italy
Namiary tutaj

- Padwa to nasz kolejny przystanek, gdzie spaliśmy w pięknym pensjonacie usytuowanym w pobliżu centrum, dzięki czemu zaoszczędziliśmy na komunikacji miejskiej. Właściciele nie mówili ani słowa po angielsku, za to o wszystkim informowały nas kartki porozwieszane po całym domu. Najciekawsza była ta, która informowała o kosztach korzystania z kuchni za 5 euro za dobę! O co chodziło nie wiem do dzisiaj, ponieważ gospodarz zlitował się widząc 2 sieroty z Polski i pozwolił nam na wszystko bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Śniadania w cenie serwowane na słodko, więc dla nas żadna frajda, ale fani miodu i nutelli byliby w 7 niebie. 
B&B Brandolese
Via Pietro Brandolese 12, 35127 Padwa, Włochy. Szczegóły tutaj.

Pesina to maleńka wioska, położona rzut beretem od Jeziora Garda i nasza ostatnia baza noclegowa w podróży po Wenecji Euganejskiej. Wynajęliśmy tam przy pomocy airbnb przepiękny apartament, który okazał się połową włoskiego domu z ogrodem do naszej wyłącznej dyspozycji. Cisza, błogi spokój i kojący widok na góry. Och, pozazdrościliśmy Fabio -właścicielowi, który poza zajefajnym domem, miał równie zajebiaszczy zawód - nauczyciel tanga. Czy muszę coś jeszcze dodawać? Zainteresowanych odsyłam tutaj.

 
Jadąc do Włoch warto wiedzieć:
1. Mało kto operuje tam językiem angielskim. Ba, Włosi prawdopodobnie wierzą, że kiedy mówią po włosku tyle, że wolniej i głośniej to efekt jest taki sam, jakby mówili w tym samym języku, co przybysz. Dzięki Włochom zaufałam metodzie i od tej pory żyję w przekonaniu, że każdy rozumie polski, jeśli tylko wyraźniej artykułuję słowa.

2. Ceny noclegów często wydają się całkiem atrakcyjne, jednak rzadko podstawowa cena okazuje się tą ostateczną. W trakcie rezerwacji zazwyczaj czeka cały zestaw ukrytych kosztów. O ile udaje się przełknąć podatek miejski, o tyle obowiązkowa cena za sprzątanie, w wysokości połowy tego co wydalibyśmy na 3 dniowy nocleg to już, jak dla mnie spora przesada. Podobnie opłata za pościel, czy korzystanie z kuchni. Dlatego przy rezerwacji warto zgłębiać każde słowo, inaczej można wpaść w finansową pułapkę, ponieważ szanowni Włosi każą sobie płacić za wszystko i jeszcze trochę.
Hity tego pobytu to:
- brak pościeli w apartamencie,  musieliśmy mieć własną. Rozumiem w schronisku, ale w apartamencie?
- opłata za korzystanie z kuchni w pensjonacie, który składa się z 2 pokoi. Koszt użytkowania strefy garnkowej to aż 5 euro za dzień. Na szczęście ostatecznie udało się z kuchni korzystać, a kosztów uniknąć, ale i tak wydaje mi się to mocno dziwne.

 3. Parkingi - w bardziej popularnych miastach opłaty parkingowe obowiązywały dosłownie w każdym miejscu na obszarze danej miejscowości. Posiadanie auta w takich miejscach, poza wieloma oczywistymi zaletami ma tę wadę, że połowę budżetu na pobyt zostaje w parkometrach. Co prawda w Weronie udało nam się zaparkować za darmo przy wjeździe do centrum, jednak kosztowało nas to ponad godzinę polowania na wolne miejsce, nie wspominając o tym, że parking okazał się mekką złodziei, którzy pozostawili na pamiątkę kilka zdemolowanych aut. Wybebeszali bryki w poszukiwaniu Bóg wie czego, ponieważ nie interesowały ich, ani same auta, ani pozostawione w nich rowery. 
W miejscowości Garda nie znaleźliśmy natomiast ani jednego wolnego miejsca na żadnym z dostępnych parkingów, więc jeżeli tak to wygląda w październiku to wolę nie pytać o sezon.
Koszt parkingu to przeciętnie 1-2 euro za godzinę.

4. Toalety - niestety głównie płatne. Nie jadaliśmy w restauracjach, więc nie było okazji skorzystać, trzeba było szukać publicznych. Ceny zaczynały się od kilkudziesięciu centów, a kończyły nawet na 2 euro  ( zapomnijcie o przeliczaniu na złotówki, serce się kraje:).

5. Jedzenie - w restauracjach niepodzielnie panuje pizza i makarony. Ceny bardzo zróżnicowane, zależnie od miejsca, czasu i obiektu. Mijaliśmy lokale z pizzą za 5 euro, jak i za 15. Należy jednak pamiętać, że w restauracjach do kosztów posiłku dochodzi "coperto", czyli opłata za nakrycie stołu. Z tego też powodu woleliśmy nakrywać sami u siebie za darmo.
Ceny w sklepach nieco droższe od polskich. Przykładowo.
Szynka prosciutto  2-5 euro
Ser żółty 2-3 euro - 100-200g
Sałata 1 euro
Jajka 1,80 euro za 10 sztuk 
Bagietka 0,80 euro 
Pomidory 2 euro/1kg
Nektarynki 2-3 euro/1kg
Woda 0,4 euro/ 1,5litra
Wino - tanio!
W następnych odcinkach relacje z co ciekawszych miejscowości w Italii, a więc zapnijcie pasy i zapraszam. Będzie się działo.

33 komentarze:

  1. We Włoszech byłam tylko raz, właśnie w rejonie o którym piszesz, latem w upały wielkie.... Nabrałam ochoty na taką podróż, ale jesienią właśnie :). Nie jest to możliwe na razie, ale może kiedyś....
    Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ cudownie to wszystko wygląda ;) ja jednak na wrzesień/październik wolę cieplejsze kierunki. W tym roku byłam na Korsyce i niby nie było źle, dało się jeszcze posiedzieć na słońcu, ale często bywały chmury czy chłodny wiatr, zwłaszcza w wyższych partiach wyspy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja byłam ostatnio w Mediolanie. Kocham Włochy ale najbardziej marzy mi się właśnie Wenecja ;)
    może zainteresuje Cię rozdanie na moim blogu, w którym do wygrania jest przewodnik podróżniczy po Azji ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały pomysł z wyjazdem na przekór jesieni ;)) Pamiętam, jak pierwszy raz spotkałam się z "coperto", a było to kilkanaście lat temu, to oczy wyszły mi z orbit. I tak pozostanę miłośniczką Włoch i wszystkiego, co włoskie. Z niecierpliwością czekam na kolejną relację :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Nasi znajomi byli w tym roku w Caorle, Wenecji, Murano, Burano i w Padwie, czyli trochę mniej, ale podobnie do Was :)
    Mówili, ze pięknie, fantastycznie, och i ach :) czyli u Ciebie się potwierdza :))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapowiada się pięknie, część miejscowości odwiedziłem w tym roku, wiec ciekawy będę porównania i Twojej opinii.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja bym chciała tam teraz być:):)
    uściski serdeczne

    OdpowiedzUsuń
  8. o kurczę, a kiedy byliście? bo my rowno tydzien temu byliśmy w wenecji, tez wypożyczonym samochodem (wcześniej garda i bolonia). a pogoda... 2 dni z 3 super, słońce i 20 stopni, ale już we wtorek lało (przy okazji dowiedziałam się co to znaczy jak w wenecji pada, że też to miasto jeszcze nie zatonęło).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My byliśmy do 11.10, więc otarliśmy się o siebie:) W Wenecji byliśmy 6.10 i właśnie padało, choć jak dzień wcześniej robiliśmy podejście to dla odmiany był upał. Liczyłam na zalany Pl. Św. Marka, ale się przeliczyłam.

      Usuń
  9. ale ale....ja jestem żywym dowodem na to , że to działa!!! to znaczy....Jak ja sie w takiego WŁocha wpatrzyłam, wsłuchałam, a on mi powtarzał glośniej i głośniej , to mnie sie zdawało, że ja już wszystko rozumiem!!!! I Włoski po tygodniu stał się moim drugim językiem...:-D

    OdpowiedzUsuń
  10. I piękna Italia bez słońca gaśnie, niestety.
    Dla mnie może być jesień,gdziekolwiek, byle słoneczna, wtedy jest ok..... ;)
    A wędrówka piękna, bo okolice znam, może nie wszystkie no ale sporo z nich,

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam w kilku tych miejscach, o których piszesz i zawsze wspominam je z rozrzewnieniem.... Zresztą dla mnie Italia to mój drugi dom:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Garda, Wenecja, Werona - wszystko to moje marzenia. Czekam na kolejne posty, zwłaszcza, że nieznośnie zimno i trzeba się choć ciepłem wspomnień i fotografii ratować.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem wielką fanką Włoch pomimo tego, że nigdy tam nie byłam. No dobra, raz - przejazdem - ale nie mam żadnych zdjęć więc to się nie liczy. Ostatnie dni tego roku i pierwsze następnego spędzę we Włoszech właśnie - lecę do Bergamo. Plan mam już taki napięty że nie wiem po co hostel rezerwowałam, skoro czasu na sen w tej rozpisce nie ma :). Wszędzie bym chciała i choć lista długa to życie zweryfikuje wszystko i jak zawsze okaże się najlepszym reżyserem.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aaaa, jeszcze jedno. Zwracam się z uprzejmą prośbą o możliwie najszybszy wpis z Verony. Prośbę swą motywuję tym, iż mam Veronę w swoich planach a chciałabym się upewnić czy warto. Zachęć mnie lub wybij z głowy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Napisałaś "...delegując swoje tyłki..." - zapomnieliście o moim :) :) Fajnie było popatrzeć na te kolory domów, parasoli, nawet pokrowców na łodzie, kiedy wokół szaro. Dzięki za to. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Myślę, że nigdy nie należy bać się złej pogody - najważniejsze jest właśnie nastawienie i to jakimi emocjami patrzymy na świat dookoła. Jeśli myślimy pozytywnie to nic nie stanie nam na drodzę :) A Włochy na Twoich zdjęciach są inne niż te znane z pocztówek, ale równie piękne - pełne atmosfery i spokoju. Myślę, że naprawdę opłaca się pojechać w te rejony o tej porze roku!

    OdpowiedzUsuń
  17. Robi wrażenie. Ja właśnie w przyszłym tygodniu lecę pierwszy raz do Italii (ale Rzymu) i już nie mogę się doczekać:-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zazdroszczę tak fantastycznej wycieczki! Może kiedyś uda mi się ruszyć taką trasą:) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. śliczne zdjęcia!
    http://obcowanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Byłam we Włoszech latem i to w tych typowo turystycznych rejonach. Bardzo chciałabym zobaczyć Włochy w sezonie jesiennym. Na zdjęciach jest niesamowity klimat. Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy z mnóstwem zdjęć ;) Może dzięki takim szczegółowym relacjom uda mi się zorganizować podróż w przyszłym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetnie zorganizowana trasa, dużo wody, niziny, bazyliki, rzeki i jeziora :) Wielki plus za zdjęcia Wenecji!

    OdpowiedzUsuń
  22. I to tylko dowodzi, że zawsze warto zrobić na przekór :). Lato we Włoszech? To takie oczywiste. Za to na Twoich zdjęciach Italia staje się jeszcze bardziej fascynująca w tym jesiennym, dekadenckim klimacie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo lubię Italię. Jest to kraj o niesamowitym klimacie w każej porze roku. Zazdroszczę Ci takiej wyprawy :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Haha, z tym ich mówieniem po angielsku to pewnie podobnie, jak we Francji i Hiszpanii. Te narody jakoś sobie ulubiły "nie umieć"i "nie miec potrzeby" rozmawiać w innych językach (albo udawać, ze nei umieją;) ).


    Za to z tymi obowiązkowymi opłatami za sprzątanie to faktycznie przesada... ale to chyba nie w każdym hostelu tak jest??

    OdpowiedzUsuń
  25. Dla mnie Wlochy są jeszcze wyzwaniem. Byłam za krótko...
    Cudna relacja, świetne rady.
    Jesienia nie mam niestety urlopu, ale planuję wypad zimą, gdzieś w cieplejsze rejony.:)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciao :)
    Kiedyś napisałaś na moim blogu, że Toskania jest wysoko na liście Twoich podróżniczych marzeń, a ja ostatnio najbardziej marzę o Wenecji (i tak dla kontrastu, o Amalfi) w której raz byłam, ale dawno temu - wspomnienia przybladły, zdjęć prawie nie mam. Wyrazy uznania - świetny artykuł. Oprócz tego kiedyś zauważyłam na fb Twoje zdjęcie w Burano, które pomyliłam (a jakże!) z Buriano, gdzie jest ten słynny most, który Leonardo da Vinci uwiecznił jako tło Mony Lisy. Na szczęście zorientowałam się, że Buriano to jednak nie Burano. Kojarzy się z kolorem burym, a takie kolorowe! W Buriano dla odmiany wszystko jest bure i gdyby nie ten most... to byłyby zmarnowane pieniądze na benzynę. Tak... Buriano już widziałam (niedługo będzie most na blogu, a o Burano i Wenecji dalej marzę :)
    Salutuję :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. A może urlop w Polsce? Mamy wiele pięknych miejsc wartych odwiedzenia. Zapraszam też do mojego miasta - Kruszwicy. Można tu spędzić miło czas i odpocząć, a także zobaczyć legendarną Mysią Wieżę.

    OdpowiedzUsuń
  29. Włochy dla nas... o każdej porze roku☺ Piękne kadry, wspaniała przygoda, czekamy na kolejne włoskie wpisy.

    OdpowiedzUsuń
  30. W pazdzierniku jest dobrze wybrac sie na poludnie Wloch w okolice Pompejòw, i na wybrzeze Amalfi, jest jeszcze cieplo na tyle, ze ludzie kapia sie w morzu, ja bylem tam pod koniec listopada i o godz 21 bylo 20 stopni, wiec do zimy jeszcze daleko za to pusciej i taniej. Mnie tego typu wakacje kosztuja duzo mniej nawet w sezonie poniewaz wiem gdzie nocowac i spac. Niestety prawie wszedzie od roku 2016 trzeba placic za parking, np w Salerno, stanowi to dodatkowe obciazenie dla budzetu. W jednym z artykulòw wyczytalem, ze autorowi udalo sie przezyc za 70 euro na osobe dziennie, w naszych przewodnikach startuje sie od 100 i jest to granica ubòstwa, a wracajac do Waszego pozytecznego artykulu, ja wynajmuje lokum prywatnie, ale posciel daja mi na miejscu i z kuchni moge korzystac, natomiast musze dodatkowo placic za spozycie pradu i gazu jak i wody, niemniej jednak spotkalam sie czytajac warunki wynajmu przez agencje, ze za koncowe sprzatanie jak i posciel trzeba placic oddzielnie. Kto chcialby miec wiecej informacji podam albertosponza@yahoo.it, dotyczacych regionu Kampania oraz Piemontu, pozdrawiam Alberto

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...