18 wrz 2013

Barcelona - miasto które nigdy nie śpi.

Są takie miejsca, w których nie byliśmy, ale wiemy, że za wszelką cenę musimy być. Są i takie gdzie nie byliśmy, ale wiemy, że być nie chcemy, chyba że będzie to konieczność lub ostateczność. Zjawisko z serii słabo wytłumaczalnych, ale prawdziwych.

Barcelona w moim przypadku od zawsze należała do tej pierwszej kategorii. Plasowała się wysoko na liście moich marzeń, ale gdyby ktoś mnie zapytał dlaczego tak jest, nie potrafiłabym odpowiedzieć. Chodziło prawdopodobnie o wypadkową informacji zasłyszanych, przeczytanych, obejrzanych i doprawionych nieograniczoną wręcz wyobraźnią oraz intuicją niemającą racjonalnego uzasadnienia. Po prostu, gdzieś chcemy być, a gdzieś indziej niekoniecznie i nie ma co pytać o racjonalne przesłanki.

Jeśli o mnie chodzi, bez względu na to jaki cel podróży wymyślę i obiorę, normą jest, że ląduję zupełnie gdzie indziej. Tak było i tym razem. Nasza fascynująca strategia wyjazdu do Chorwacji tak się powiodła, że lada moment i już siedzieliśmy w samolocie, ale do... Katalonii. Dlatego do znudzenia powtarzam, że plany to jedno, a życie i tak robi z nami co chce.
O Barcelonie napisano już tyle, że nie ma co powielać treści. Ja bym określiła ją jednym zdaniem: "miasto, które nie śpi". Po kilku dniach mieszkania w centrum stało się jasne, że tam się zupełnie nie rozróżnia dnia i nocy. Natężenie ruchu i gwaru jest stałe bez względu na porę. Jedyny wyznacznik zmiany to taki, że się ściemnia, ale i na to bardzo szybko przestaje się zwracać uwagę. 

Panuje tam atmosfera nieustającej zabawy  i bez stoperów do uszu nie da rady zasnąć, choćby się wsadziło głowę do szafy i zatrzasnęło drzwi. Chyba, że ktoś jest przyzwyczajony do spania na imprezach pod głośnikiem.

Dodatkową rzeczą uprzyjemniającą sen w centrum miasta jest całonocne sprzątanie ton śmieci zalegających na ulicach. Zasypianie umila nam więc kojący łomot śmieciary oraz błogi odgłos ciągniętych kubłów, który trwa tak długo, że zaczęłam już przypuszczać, iż oni te śmieci od razu sortują, układają kolorami i poddają recyklingowi. 

Biorąc pod uwagę perspektywę braku snu, pomimo wygodnej piżamki i przytulnej kołderki, lepiej po prostu przehulać całą noc licząc na to, że od zmęczenia i mocniejszych trunków stracimy w końcu przytomność, a wówczas nasz sen pozostanie niezmącony, chyba, że poprzez nasze własne pijackie chrapanie.
Zaletą mieszkania w centrum jest oczywiście wygodny dostęp do wszystkich ważniejszych atrakcji. Dzięki temu większość strategicznych miejsc Barcelony oblecieliśmy na pieszo, oszczędzając na środkach transportu i nie musząc zwiedzać pod presją rozkładu komunikacji miejskiej, gdyż do domu zawsze wracaliśmy spacerem. Ten zaś przywilej zaowocował tym, że mogliśmy wielokrotnie robić bardzo przyjemne przystanki w barach na schłodzoną Sangrię, dzięki czemu nasze wyprawy kończyły się w jeszcze lepszym humorze, niż zaczynały.

Ale żeby nie było, że my tylko po barach. Zwiedziliśmy prawie wszystkie kultowe miejsca i wiele tych o których nie wspominają przewodniki. Wyrobiliśmy zapewne normę dla połowy turystów w Barcelonie, ponieważ po każdym dniu zwiedzaniu czułam się tak, jakbym  wykorzystała przydzieloną mi liczbę kroków na życie, a moje stopy błagały o wieczny odpoczynek. Ale widok tych wszystkich bajecznych miejsc wynagradzał wszytko. 

Ogrody Gaudiego. 
Tu najmilszą niespodzianką, poza tym, że robią tak wielkie wrażenie jak na zdjęciach jest jeszcze bezpłatny wstęp. Zatem radze jechać zanim władze miasta się nie rozmyślą i nie klepną biletów po 15 euro, jak do pozostałych znanych atrakcji. A jeżeli podobają Wam się na fotografiach, to wierzcie mi na żywo jest jeszcze lepiej.

Sagrada Familia

Podziwiając ją, byłam już tak zrelaksowana po wcześniejszym wstąpieniu do baru, że moja zaciekła kontemplacja trwała ponad godzinę. Do środka nie weszliśmy, bo portfel kwilił, a ceny wstępów do większości obiektów barcelońskich są stanowczo nie na moje nerwy. 

  
Fontanna Gaudiego w Parc de la Ciutadella
Utwierdziła nas w przekonaniu, że Gaudi to artysta nieprzeciętny, o nieskrępowanej wyobraźni.Wszystko czego się dotknął zamieniał w dzieło geniuszu. Akurat zbierało się na deszcz, więc zachmurzone niebo kontrastujące ze szmaragdową tonią wody robiło nieprzeciętne wrażenie.

La Barceloneta
Nowoczesność, morze, plaża i restauracja, w której niezamierzenie chlusnęłam na kobietę czerwonym winem. Katastrofa z happy endem, bo spodziewałam się, że urwie mi głowę, ewentualnie ogołoci z resztek pieniędzy, a skończyło się na kulturalnym i pokojowym zachowaniu z  jej strony, a wstydzie i podniesionym ciśnieniu z mojej. Spokój ducha odzyskałam dopiero dnia następnego.


Łuk Triumfalny
Ten w Paryżu był pierwszy, ale ten jest chyba ładniejszy, albo chociaż równie ładny, jak francuski.

Arena
Dawna arena walki byków, obecnie galeria handlowa, z dachem widokowym. Wjazd na górę windą. Budynek, który za każdym razem powodował, że przystawałam i sięgałam po aparat.

Wzgórze Montjuic 
ze spektakularnym Pałacem Narodowym, 
przed którym ktoś sprytnie upchnął ruchome schody. 
To tu nowoczesność styka się z przeszłością.

I 47 metrowe Wieże Weneckie. 

Stadion Olimpijski 
Arena igrzysk olimpijskich z 1992r.

Poble Espanyol 
Przepiękne muzeum na wolnym powietrzu, w formie małego hiszpańskiego miasteczka , zbudowane na światową wystawę w 1929r., które w zamyśle miało zostać zlikwidowane po 6 miesiącach,  jednak cieszyło się takim zainteresowaniem, że przyjęło się na stałe. My byliśmy na zwiedzaniu nocnym i czułam się tam, jakbym cofnęła się w czasie do jakiejś hiszpańskiej, zaczarowanej krainy. Miejsce to zrobiło na mnie ogromne wrażenie i co ważne zwiedzaliśmy praktycznie na wyłączność, wiec była to wielka odmiana po zatłoczonym centrum Barcelony. Na dokładkę załapaliśmy się tam na jakiś metalowy koncert w małym, kameralnym klubie, więc to było przeżycie na granicy surrealizmu. 
Żałowałam, a jednocześnie cieszyłam się, że o tej porze pozamykane były tam sklepy i restauracje.
Dzielnica Eixample i Budynki Gaudiego 
Te bardziej
i mniej znane.
Oraz ciekawe budowle innych artystów.
Dzielnica Gotycka
Centrum starego miasta i miejsce naszego zamieszkania podczas pobytu. Średniowieczna dzielnica z siecią wąskich, przepięknych uliczek, w których aż miło było się zgubić i z napięciem wyczekiwać dokąd nas zaprowadzą.

La Rambla
Najsłynniejsza ulica Barcelony, obok której mieszkaliśmy, a której ze względu na tłok unikaliśmy jej jak ognia. Okupowali ją oryginalni uliczni artyści.
Jej koniec wieńczy punkt orientacyjny czyli Kolumna Kolumba, która podczas naszego pobytu przystrojona była we wdzianko klubu FC Barcelona. A propos stanowiła również miejsce naszego spotkania z Justyną z justyna en barcelona. A nawiązując do niego to zaczęło się ono w knajpie Tarantino, a skończyło piknikowaniem na trawie, gdzie znienacka przybiegły wielkie psy i ostentacyjnie wyżarły nam chipsy. Zdjęć ze spotkania nie upubliczniam, bo nie wiem czy mogę. Ale było tak miło, że żal było się rozstawać. A przynajmniej taka jest wersja oficjalna, bo nikt nie pamięta co się działo...;) Justyna, może TY ?

Barcelona to miejsce kolorowe jak konfetti, o barwnych mieszkańcach, bajecznych ulicach i równie tęczowych sklepach. Tamtejsze lokale, sklepy, hotele to małe dzieła sztuki. Wyglądają jak galerie i przyciągają uwagę już z kilometra. 

Barcelona to miasto kontrastów, gdzie w jednym miejscu spotkamy grupę policjantów, a zaraz obok przemykających niczym cienie handlarzy narkotyków, którzy zagajają przechodniów próbując sprzedać towar. Kupimy tam bezproblemowo piwo od ulicznych sprzedawców, ale już go w spokoju nie wypijemy ze względu na liczne policyjne patrole. Za to ze spokojem w sercu, bez ryzyka mandatu przejdziemy na czerwonym świetle. W mieście tym nakarmimy papugi, a wchodząc do sklepu z pamiątkami automatycznie przeniesiemy się do Turcji.

Dużo można by opowiadać, ale zamiast tego proponuję spakować się i czym prędzej tam wyruszyć, aby zobaczyć własną wersję katalońskiej stolicy i zapisać swoją kartę wspomnień. Grunt to nie stracić głowy.

41 komentarzy:

  1. Nigdy nie marzylam o Barcelonie, ale jak juz tam sie znalazlam, to zrozumialam o czym do mnie mowili:D. Nocne smieciarki, to w Hiszpanii norma, chociaz nie slyszalm, zeby ktos sie uskarzal, Ja zdalam sobie sprawe z tego, ze moze troche sie tluka, kiedy juz mieszkajac od dluzszego czasu w Anglii, pojechalam na wakacje do Malagi. Pewnie juz wtedy przesiaknieta bylam angielskoscia, ze sie tak wyraze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze w Barcelonie nie byłam, ale przewodnik po niej stoi na półce u mnie już od... Hmmmm... Od zawsze. Jak ja Ci zazdroszczę! Ile taka przyjemność mniej więcej kosztowała? Musze wiedzieć ile kasy zebrać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam w Barcelonie kilka lat temu, jeszcze na szkolnej wycieczce, pamiętam, że męczące dla mnie były tłumy turystów, które spotykaliśmy wszędzie i ciągłe drżenie o własny portfel i torebkę, które jeszcze nakręcała przewodniczka przed każdym wyjściem z autobusu. Dziś, jeśli wybrałabym się tam ponownie, pewnie zwiedzałabym zupełnie inaczej, z innym nastawieniem.

    Bardzo ciekawa relacja, rzeczywiście udało się Wam zajrzeć w wiele miejsc, mnóstwo zobaczyć i mnóstwo przeżyć!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zwiedzanie miasta na pieszo jest z pewnością dużo lepsze dla formy i zdrowia, niż wożenie się pojazdami - więc pewnie wyjdzie na plus :) Po obejrzeniu zdjęć to miejsce stało się i moim marzeniem... po prostu niesamowicie! Piękne miasto! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. moja kolezanka byla niedawno w Barcelonie i powiedziala, ze jest to jedyne miejsce (a podrozuje sporo), do ktorego na pewno wroci. Jedyny minus, to ceny. Sama z checia sie wybiore, ale na razie wish lista podrozy jest dosc dluga :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Bylam w Barcelonie 2 razy, a i tak czuje niedosyt. Chetnie wybralabym sie ponownie i to co najmniej na tydzien....

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja przed swoją wizytą w Barcelonie nasłuchałam się tylu zachwytów nad tym miastem, że jak już pojechałam to nie zrobiło ono na mnie większego wrażenia. Być może przez tłum turystów, być może przez naganiaczy albo brak poczucia bezpieczeństwa czy też małą ilość zieleni... Miło wspominam spacer na wzgórze Montjuïc i zakupy na targu, ale ogólnie ciężko mi było to miasto polubić. Być może byłam tam za krótko i przy kolejnej wizycie moja opinia się zmieni... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. I znów zakłuło w serduszku, znów poczułam zapach i smak, dziękuję :) BCN moja miłość od pierwszego wejrzenia, jedyna taka, najsilniejsza. Wracam do niej kiedy tylko mogę i nigdy nie mam dość :)

    OdpowiedzUsuń
  9. no no, mam chętkę na Barcelonę :)świetna relacja!

    OdpowiedzUsuń
  10. niesamowite miejsce i piękna relacja :) tam faktycznie trzeba mieć oczy dookoła głowy i wszystko jest interesujące. najbardziej jednak architektura i dzieła Gaudiego, po prostu bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem, o czym mowisz, Barcelona stoi bardzo wysoko na mojej liscie (teraz podskoczyla jeszcze o kilka punktow), za to taki np. Rzym ma marne szanse u mnie, sama nie wiem, czemu tak jest?
    Dzieki za te wyprawe, te zdjecia spod fontanny Gaudiego - poezja!! Wasza dzielnica tez swietna! :))) Rany, najchetniej zabukowalabym teraz bilet ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Twój wstęp jakby mówiły moje usta a pisały moje ręce ;) Barcelona to jedno z takich miejsc, gdzie z niewiadomych powodów czuję, że MUSZĘ pojechać, choćby nie wiem co! Ta podróż ciągle przede mną... A dzięki Twojemu tekstowi bardzo przybliżyła mi to fantastyczne miejsce i sprawiła, że aż mi serce mocniej bije na myśl, że kiedyś tam będę! Oby jak najszybciej!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fantastyczna relacja, takie lubię :) W Barcelonie byłam jeden dzień przed laty i mam zdjęcie na tej samej ławeczce w ogrodach Gaudiego :) Niestety bez takich uroczych panów, jestem niepocieszona.
    Moją miłością z hiszpańskich miast byłą swego czasu Sevilla ze względu na swą orientalną, arabską aurę, która ja odróżnia od innych europejskich miast.

    OdpowiedzUsuń
  14. o matko to chyba moje najgorsze zdjecie, nie mow ze najlepsze, bo dostane zalamania nad zalamaniem ;)

    oczekuje was znowu i pikniku na trawce !!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justa Ty masz wyłącznie udane zdjęcia. My zawsze chętni z Tobą na trawkę. Ale może teraz w Polsce?:)

      Usuń
  15. Znaczy się, że spiłyście się laski sangrią Don Simone? :) Fajnie :)To moja ulubiona z tych dostępnych w sklepach:P
    A wejścia do Sagrady Familii nie żałuj, z zewnątrz wygląda dużo lepiej. Nie powinnam tego pisać, ale wewnątrz wieje lekko nudą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ajjj a mi siewnetrze tak strasznie podoba

      Don Simone to bylo juz na popitke ;)

      ohhh... ale bylo fajnie!

      Usuń
    2. Mi się wydaje jakieś takie za puste to wnętrze, ale przyznaję się, że moje poczucie sztuki jest dość mierne :)

      Jak będę w Barcelonie odezwę się do Ciebie i też pójdziemy na Don Simone:) (i wszelkie inne napoje i przekąski:))

      Usuń
  16. Koncert metalowy w skansenie - bezcenne!:D

    OdpowiedzUsuń
  17. Byłam i tęsknię straszliwie...
    Twoje piękne zdjęcia poruszyły moje wspomnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Byłam akurat w tym roku na wakacjach w Barcie. W Dzielnicy Gotyckiej i Gracii się zakochałam! Widzę, że widziałyśmy takich samych przebierańców na Rambli:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam Barcelonę i choć byłam tam nie raz z chęcią odwiedzam ją ponownie. Zdjęcia z Hiszpanii mogę oglądać na okrągło jednak największy sentyment czuję właśnie do Barcelony. Jest tam wiele ciekawych obiektów, które zapadają w pamięć i z chęcią je oglądam ponownie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. na Twoich zdjęciach miasto wygląda lepiej niż w rzeczywistości:) ja byłam rozczarowana Barceloną, podobała mi się Sagrada Familia, choć była wtedy w remoncie, no i te fontanny... Gaudi oryginalny i generalnie nic poza tym... ale ja każde miasto porównuję do Rzymu i jak na razie żadne się nie równa:))

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja też chcę, ja też chcę tam być :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Akurat moi znajomi wrócili w ubiegły weekend z Barcelony... oj marzy mi się taka wycieczka
    Zdjęcia są śliczne

    OdpowiedzUsuń
  23. Niezwykłe miejsce! Jakoś Barcelona nigdy mnie nie fascynowała... Aż do teraz ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. cóż za niesamowite miejsce... brak słów,chyba się w nim zakochałam. zupełnie inaczej sobie wyobrażałam Barcelonę, ten post mnie do niej przekonał :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetnie pokazałaś Barcelone, takie szaleństwo zmysłów, bo i kolorowo, ładnie, ale i smacznie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. zdjecia az zapieraja dech
    tak, to jest jedno z miejsc ktore chce zobaczyc

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetna relacja! Ja byłam rok temu w Barcelonie i miałam szczęście, ze wypadło to podczas święta la Mercè, dzięki czemu wiele atrakcji było za darmo (np.wejście do środka Sagrady Familli, które mnie absolutnie oczarowało, a gdyby trzeba było płacić, pewnie bym zrezygnowała). Jednak minusem były wszechobecne, niezwykle męczące tłumy. To pierwsza europejska stolica, gdzie w zwiedzaniu naprawdę przeszkadzał mi tłum turystów, mam wrażenie, że w innych miastach jakoś lepiej się to "rozkłada".

    OdpowiedzUsuń
  28. ale fajnie, że do Ciebie trafiłam ode mnie!
    Barcelona to miasto, które pokochałam z całego serca i aż miło było zobaczyć u Ciebie zdjecia miejsc, do których w Barcelonie nie dotarłam :)
    bardzo też podoba mi się Twoja relacja.
    tak czy owak - 100% że tam wrócę!
    ps. na zdjęciu z ogrodów Gaudiego z mężczyznami aż bije testosteron! hahhaa :D
    pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Dopiero trafilam na Twojego bloga...Wrocilam z Barcelony( w zasadzie z jej okolic) dwa tygodnie temu.Bylam tam tylko dwa dni i widzialam niestety niewiele, ale takie to sa uroki podrozowania matki wielodzietnej ;-).Wroce tam pewnie na emeryturze a moze i Sagrada bedzie juz wtedy ukonczona hehe.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ale fajnie, że Tutaj trafiłam. Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta :-) Jestem "świeżo" po Barcelonie a już tęsknię... Chyba najbardziej za wędrówkami po wąskich uliczkach, La Boquerią i starym portem... Mam w planach powtórkę, ale póki co chcę zrealizować inne podróżnicze marzenia. Na pewno będę do Ciebie zaglądała. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  31. A'propos Areny. Nie dajcie się nabierać na wjazd windą, aby obejrzeć panoramę 360, równie dobrze można wejść do środka galerii i wjechać ruchomymi schodami :D A przejechanie windą za kilka euro to żadna atrakcja :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Me fascina Barcelona, me encanta este paseo a través de tus fotos, has captado estupendamente el ambiente moderno y a la vez histórico de la ciudad

    Saludos

    De paseo con la cámara

    Barcelona Blanco y Negro

    OdpowiedzUsuń
  33. Miasto urzeka swoim gwarem i niespotykanym klimatem, a to warte jest wyskubania kilku stówek. O tym co mi udało się zwiedzić w stolicy Katalonii można poczytać m.in. tutaj: https://whatamidoinggg.wordpress.com/2015/01/24/pamietniki-z-barcelony/

    OdpowiedzUsuń
  34. Piękne zdjęcia! Mnie Barcelona też magicznie przyciąga.Choć nigdy tam nie byłam to tęskno mi gdy przeglądam Twoje zdjęcia. nie mam pojęcia dlaczego ale po prostu muszę tam pojechać. Mam nadzieję, że uda mi się to jeszcze w te wakacje :) Słyszałam też, że mimo turystycznego zgiełku jest w miarę czystym miastem, to prawda?
    Cudowny wpis, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem i już od pierwszej chwili zapiera dech w piersiach. Pokazujesz wszystkie cudowne miejsca, które chciałabym kiedyś odwiedzić. Ilustrujesz ciekawe wpisy przepięknymi zdjęciami! Będę czytać regularnie<3!!!

    OdpowiedzUsuń
  36. Barcelona jest świetna, każdy powinien wybrać się chociaż na chwilę:) Do tej listy atrakcji dodałbym jeszcze Camp Nou. A w czasie wakacji, a dokładniej w sierpniu, polecam Festa Major de Gràcia. Zapraszam na http://lecebochce.pl/barcelona-atrakcje-plan-zwiedzania-cz-2/ po więcej info o Festiwalu i kilku innych atrakcjach Barcelony!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...