Zmiany klimatyczne, śmiertelne choroby, topniejące lodowce, nieuchronne widmo zagłady - chciałam zamknąć oczy i zniknąć, albo zgubić internet i wymazać z pamięci. A najlepiej zagryźć fetą i oliwkami, zapić beztrosko ouzo, zachodzić i zakopać pod zachodami słońca, błękitem i bielą. Gdzieś głęboko w Grecji, póki jeszcze istnieje. Póki obie istniejemy.
Chcielibyście się ukryć przed światem, nie opuszczając przy tym cywilizacji? Lubicie miejskie wygody, ale też obcowanie z naturą i daleko Wam do kompromisów w tym względzie? Nie wiecie jak pojednać serce mieszczucha z duszą amatora przyrody? Jeśli marzycie o rezerwatach, skałach, urwiskach, łąkach, lasach i potokach do pary z miastem, które nigdy nie śpi, ale nic nie przychodzi Wam do głowy to znaczy, że mogę coś dla Was zrobić, bo jeszcze nie zdajecie sobie sprawy, ale chodzi Wam o czeską Pragę😉
Wrzesień zaskoczył mnie Rumunią, a Rumunia wrześniem przypominającym upalny sierpień. Gdybym miała wybrać sensację roku to Rumunia dzierżyłaby puchar. Byłam tu co prawda 10 lat temu, ale 10 lat to wystarczająco dawno, aby zapomnieć, jak bardzo to mój ulubiony kraj. Chyba nie znam bardziej pokrzywdzonego miejsca w polskiej mentalności. Jeśli odłączyć od skojarzeń Cyganów zostałaby wyrwa, zupełne nic. Tymczasem Rumunia to takie bardziej Włochy, bliżej jej do rozgrzanego słońcem południa, z językiem, w którym nawet przepis na zupę brzmi jak poezja, gdzie ludzie znacznie ponad przeciętną unoszą usta w uśmiechu i z krajobrazem, z którego nie sposób spuścić wzroku nie ocierając się o depresję.
Dania od zawsze była w moim sercu studnią pragnień, po której hulał wiatr. Moja wiedza na jej temat była - ujmując rzecz eufemistycznie - dość uboga. Obejmowała trolle, Wikingów, dziką naturę, surowe krajobrazy i skandynawskie wnętrza. Głównie jednak oscylowała wokół świadomości na temat przepaści finansowej, która głęboko dzieliła realia polskie od duńskich. Tamtejsze koszty życia skutecznie zniechęcały mnie do studiowania celu, do którego mogło mnie przybliżyć jedynie niespodziewane odkrycie za domem dolaronośnych złóż ropy.