21 lip 2017

Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.

Południe Kazachstanu w lipcu to namiastka piekła. W dzień temperatury są takie, że uwiera mnie nawet własna skóra. Jedyne co można robić to oglądać jak topnieją resztki komfortowego samopoczucia albo smażyć jajka na betonie o ile zdążysz donieść i już po drodze nie ugotują Ci się w rękach. Mózg rozpływa się jak masło podobnie jak chęci do czegokolwiek i sympatia do słońca.

Jeżeli Kraków tonie w smogu zimą to Ałmaty toną w nim cały rok. Ja tonę w nim jak żaba w betonie, przyklejając się do tylnego siedzenia auta i czując, jak miejsce w którym miałam płuca zamieniają się w Hutę Katowice. Przejeżdżamy przez miasto wyłącznie po to, aby uciec daleko od niego, a to i tak wystarczająco, aby wyhodować sobie astmę i móc już zawsze grzać miejsce w kolejce do lekarza przekonanego, że przez ostatnie 20 lat spełnialiśmy się wydobywając węgiel.

Wygląda na to, że Kazachowie uznają wyłącznie transport samochodowy. Miasto korkuje się tak bardzo, że zaczynam racjonować sobie tlen, aby starczyło mi do końca, a ten coraz bliżej tyle, że nie o ten koniec mi chodziło. Może ludzie stąd potrafią funkcjonować bez powietrza, my nie potrafimy. Przypominamy te biedne karpie stłoczone w sklepach w przedświąteczny czas. Uciekamy daleko. Na ostatnim wdechu.

Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.
Jesteśmy tu w gościach uzależnieni od innych, więc jedziemy tam gdzie nas wiozą. Czasami nigdzie, tym razem szczęśliwie gdzieś. To gdzieś okazuje się położonym 70 km od Almaty Wąwozem Turgen. Przy wjeździe do Parku Narodowego pobierana jest opłata ( bodajże 200 tenge) i nareszcie oglądam Kazachstan o jaki mi chodziło. Po trudach drogi reanimuje nas dzika przyroda - góry, lasy, łąki, skały rwąca rzeka i wodospady. Co kilkadziesiąt metrów wydzielone są miejsca na pikniki, stoją jurty, wałęsają się konie, ludzie darują sobie chwile błogości.

Rozkładamy się w cieniu drzew tuż nad wodą pośrodku naturalnej oazy. Wszystko faluje od gorącego powietrza, ale mnie się chce zdobywać góry. Wbrew wszelkiej logice, 14.00 w południe i gwarancji udaru nie potrafię zlekceważyć faktu, że to pierwsza i jedyna szansa, bo więcej tutaj nie wrócimy. Prawda jest taka, że kto głupiemu zabroni, więc długo nie zwlekamy.

Zgon zaliczamy już w połowie podejścia. Wspinaczka przypomina drogę krzyżową. To doskonała mieszanka różnych rodzajów bólu od oparzeń słonecznych po rany zadawane przez kolczaste krzewy, które gęsto porastają zbocze i tną kończyny do krwi robiąc z nich tatar. To również ta chwila, w której przekonuję się, że włosy na nogach to natura wymyśliła nie bez powodu. Moje odnóża wyglądają jak siekana wołowina, męskie jednak o niebo lepiej.

Docieramy pod sam szczyt i tam przeżywamy śmierć kliniczną, chociaż ja trochę łagodniejszą. Jest dobrze ponad 45 stopni i czuję, że góra od stroju kąpielowego, którą mam na sobie ma zadatki na sweter, bo gotuję się żywcem nawet w tym mikroskopijnym skrawku materiału.

Jest mi wygodnie tylko w oczy, kiedy omiatam wzrokiem okolicę. Krajobraz przywołuje wspomnienia z alpejskich 3 Dolin, a ja czuję jakbym wróciła do domu tylko o jakieś 30 stopni za późno.

Schodzimy na dół, kiedy mój partner zaczyna bardziej potrzebować karetki, niż widoku na szczycie. To dobry moment, aby zejść zanim my zejdziemy. Działamy na autopilocie, bo słońce w Kazachstanie odbiera resztki jasnego myślenia. Idziemy jak taran nie zważając na kolce, które są już stałym elementem naszych ciał.

Ostatkiem sił wpadamy do rzeki, w której woda dla odmiany ma chyba tyle samo stopni co powietrze tyle, że na minusie. Nurt jest silny, ciało drętwieje w ułamku sekundy, ale już przynajmniej nie ocieka krwią. Zastanawiam się jak podróżują normalni ludzie, bo ja jednak nic o tym nie wiem, a w podobnych sytuacjach chyba chciałabym się nauczyć.

Wracamy do naszej wesołej kompani i momentalnie zasypiamy na kocu. Budzimy się na ucztę, na której to my jesteśmy daniem głównym dla tutejszych stworzeń. Nie wiem co to, ale jest ich cała masa, a ja ich wcale nie zapraszałam. Skaczą, fruwają, pełzają i walczą o każdy kawałek sfatygowanego ciała. Czas jechać dalej. 

Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.
Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.
Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.
Wracamy do naszej wesołej kompani i momentalnie zasypiamy na kocu. Budzimy się na ucztę, na której to my jesteśmy daniem głównym dla tutejszych stworzeń. Nie wiem co to, ale jest ich cała masa, a ja ich wcale nie zapraszałam. Skaczą, fruwają, pełzają i walczą o każdy kawałek sfatygowanego ciała. Czas jechać dalej. 

Przed nami jeszcze wędrówka na wodospad. Prowadzi do niego około 1,5 km ścieżka pnąca się pomiędzy górami i szemrzącym potokiem. Jest już późne popołudnie i rzeczywistość znowu staje się moją ulubioną. Robi się znacznie chłodniej, zwłaszcza w cieniu wodospadu, który skrapla nasze nadwyrężone wspinaczką i żarem ciała. Robi to na tyle spektakularnie, że odzyskuję własne myśli i kawałek siebie, już dawno pogrzebany w spalonej słońcem ziemi.  Ludzie tłumnie oblegają to wodne zjawisko. Wspinamy się wyżej, ponad niego tam gdzie nikomu nie przychodzi już do głowy czegokolwiek szukać. Widzimy jego początek, który wtapia się w tło oszałamiającego górskiego krajobrazu.

Wracamy tylko dlatego, że musimy. Żmija przecina nam drogę, ktoś pokonuje tą samą trasę na zmęczonym koniu, ktoś inny prosi o zdjęcie i z rezygnacją w głosie pyta czy daleko. Lekko wraca się z uczuciem, że miało się dobry dzień. Przed nami jeszcze wiele takich momentów, ale wiele też tych, w których będziemy brali życie na przeczekanie, ponieważ tak wygląda tutejsza codzienność. Wciąż czeka się na później, odkłada na potem, na wiele tu za gorąco, na jeszcze więcej za wcześnie. Dopiero wieczory zwracają istnienie i opróżniają usta z piachu.
Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.
Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.
Kazachstan południowy - tam gdzie życie toczy się wieczorami.
Dzieci pod osłoną nocy odzyskują skradziony dzień, wszystko działa na opak, bo tu na opak to właśnie tak. Tyle ma się jeszcze wydarzyć, nawet przelotny deszcz. Czeka mnie tak wiele w tak krótkim czasie, głównie tęsknota, testy na cierpliwość, wewnętrzna walka z tutejszą mentalnością, ogrom zaskoczeń i niewygód i jeszcze więcej uznania dla ludzi. 

Wiem, że będę wracała kochając swoje życie jeszcze intensywniej i darząc je jeszcze większą wdzięcznością. Złapię kogoś bliskiego za rękę, spojrzę mu głęboko w oczy i już nigdy nie pozwolę zapomnieć, jakimi jesteśmy szczęściarzami.

17 komentarzy:

  1. A tak niewinnie wyglądają te zielone zbocza!
    Podobnie poharatane nogi miałam po ostatniej wyprawie do bagnistego lasu w mojej okolicy. Poparzone pokrzywami nogi piekły mi jeszcze przez dwa dni. I masz rację, do krwi całe cholerstwo się zlatuje.
    No ale Ty chociaż coś zobaczyłaś, przepiękne widoki. Ja to w zasadzie o przetrwanie walczyłam, gubiąc podeszwy butów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, że nie robię tutaj nic innego jak tylko walczę o przetrwanie, więc łączmy się :) Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Zdjęcia są zachwycające. Na to drugie już nawet nie wiem, jak długo się patrzyłam. :D Upałów nie znoszę całym sercem i ciężko mi wtedy o uśmiech na twarzy. Dużo cię czeka, ale korzystasz z życia. Inni żyją tylko w swoich klatkach. Do tego takie osoby, takie blogi jak Twój motywują do działania.

    Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie. Za to takie komentarze motywują do pisania :)

      Usuń
  3. wszystkie niedogodności na pewno są w stanie zrekompensować takie widoki! piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje zdjęcia wyglądają zjawiskowo, domyślam się, że wędrówka jest zawsze w jakimś stopniu przekraczaniem siebie. Robisz to w niezwykły sposób.

    uściski

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja mam szczęście, że bez podrapanych nóg i stanu przedzawałowego mogę podziwiać takie widoki! Przepiękne zdjęcia!
    Czy wspominałam Ci już, że Bina jest właśnie w Kazachstanie? Świat jest taki mały...;) pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja droga Wielki Szacun!!!
    Jesteście młodzi, pełni energii. wtedy trudy wydają się jakby lżejsze. Piękna przygoda.
    Wspaniałe zdjęcia - cudowne widoki.
    My już trochę wiekowi, parę lat temu trudy podróży dopadły nas w dżungli.
    Moc ciepłych pozdrowień posyłam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniałe widoki!

    http://wiktoriaotto.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Po tej relacji wiem, że nie wszystko złoto, co się świeci, a raczej nie wszystkie widoki ze zdjęć chciałabym zobaczyć na żywo ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Matko Bosko, ale ty masz podrapane nogi! Wodospad, góry... ahhh... jak ja ci zazdroszczę. Pięknie tam jest!No, ale racja trzeba się nachodzić. Nic dziwnego, że momentalnie zasnęliście na kocu :) też bym padła

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne widoki, piękne miejsce, ale widok Twoich nóg mnie trochę przeraził ;). Uściski z zamglonej krainy, ja o takich temperaturach powietrza mogę jedynie pomarzyć, chociaż i tak nie wiem do końca czy chcę o takim ukropie marzyć ;) .

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz, żal Ałmaata to kraina jabłek? Tak bynajmniej opowiadał mi jeden z jej mieszkańców.
    Łączę się z Tobą w bólu i cierpieniu.
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ciekawe, bo jabłek to u nich nie ma, importują z Polski :) Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Nooo, nogi faktycznie, jak wieksza częsc komentujących zauważyła, w stanie niewąskim, ale....Wyjdziesz calo, z każdej opresji.. Nie pozostaje mi nic innego, ajk oglądać Twoje zdjęcia, podczytywać i ...podziwiać!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Na zdjęciach nie widać tego żaru :) Widoki przepiękne.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nooo, nogi faktycznie, jak wieksza częsc komentujących zauważyła, w stanie niewąskim, ale....Wyjdziesz calo, z każdej opresji.. Nie pozostaje mi nic innego, ajk oglądać Twoje zdjęcia, podczytywać i ...podziwiać

    หนังใหม่

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...