24 paź 2016

O potrzebie samotnej podróży.

O potrzebie samotnej podróży.Nasłuchałam się o samotnych podróżach, że dobrze, że warto, że nawet trzeba. W pewnym momencie zaczynasz myśleć, a później wierzyć, że najgorzej to wtedy, kiedy masz z kim przemierzać świat. Jakie to passe. We dwoje podróżuje się prosto, pod warunkiem że prosto też się żyje. Jeżeli przebywanie razem należy do wyzwań najcięższego kalibru to wiadomo, że w podróży będzie tylko gorzej, chociaż jak od każdej reguły istnieją odstępstwa. W innym wypadku to bułka z masłem. Troski, radości, a także wydatki i bagaż dzieli się na pół. Nie musisz się spinać, kombinować, wystawiać na próbę. Drugi człowiek staje się Twoją tarczą. Aż w pewnym momencie dostrzegasz, że w tym wszystkim wcale nie chodzi o to, aby było łatwo i przyjemnie, ale o to, aby mieć zawsze granicę do przekroczenia i horyzont do przesunięcia. Żyjesz dopiero, kiedy niepokój wybudzi Cię z letargu.

Najłatwiej wypalić się wraz z teorią, że mamy wszystko co nam potrzeba do szczęścia. Życie szybko weryfikuje, że jak jest za dobrze to wcale, aż tak dobrze nie jest. Nosi Cię, uwiera, szukasz dziury w całym i coś byś zepsuł, ale wszyscy mówią, że nie powinieneś i nikt włącznie z Tobą nie wie o co Ci tak naprawdę chodzi.

I pewnego dnia, ale jak zwykle w poniedziałek, kiedy po kolejnym miłym weekendzie uświadamiasz sobie, że znowu trwał za krótko, oznajmiasz wszystkim, że wyjeżdżasz. Na tydzień lub dwa, a najchętniej na dłużej. Nie musisz wiedzieć po co. Wystarczy, że wiesz dlaczego nie chcesz zostać. Pragniesz zmiany, choć ta i tak zachodzi każdego dnia. Ty jednak nie możesz czekać. Chcesz się sprawdzić, poznać, przekonać, styrać i porozmawiać sam ze sobą, ale nie na głos - to jeszcze nie ten etap.

Może kiedyś i o Tobie powiedzą, że żyłeś tak jak chciałeś. Póki co wychodzisz poza nawias, więc zjawia się cała armia chętnych, aby pomóc Ci wrócić do szeregu. Tak, jakbyś był anomalią, a nie samodzielnym bytem.

I nadal nie wiesz po co Ci to wszystko, a jeśli nie wiesz to znak, że tym prędzej trzeba się pakować. Słowo się rzekło, a Ty nie chcesz wyjść na idiotę, który papla trzy po trzy. Podobno najłatwiej spełnić marzenie wypowiadając je na głos. To oczywiste. Kiedy usłyszy je ktoś inny, nie masz wyjścia, o ile nie chcesz skończyć jako władca słów bez pokrycia. Wiarygodność ma swoją cenę.

Samotność na jednych działa jak magnes, na innych jak jeż - interesujący, ale lepiej obchodzić go z daleka. A samotność to nie osamotnienie. W każdej chwili możesz wybrać bramkę nr 1 i wrócić tam, gdzie zaczynałeś. Cała sztuka to umiejętność wyjścia poza schemat i podjęcia nieszablonowej decyzji. Kiedy robi się ciepło i bezpiecznie odszukać okno i spowodować przeciąg.

W samotnej podróży masz szansę na wiele. Kiedy jesteś sam to nikt nie zawłaszczy Twoich myśli, tak jak nikt nie dostanie rykoszetem Twoich własnych. Przekonasz się czy i za czym tęsknisz, zbadasz skalę zaufania do siebie i ludzi, zgubisz się korzystając z tego, że to być może jedyna szansa, aby się odnaleźć. Przekonasz się dokąd pójdziesz, kiedy nikt inny nie wskaże Ci drogi, jaki masz realny stosunek do świata i jak rzeczywistość zareaguje na spotkanie z Tobą. Dowiesz się czego potrzebujesz, a bez czego możesz żyć. Zobaczysz ile kolorów ma życie i przestaniesz się upierać, że jest czarno- białe. Spędzisz czas ze sobą, być może zadasz sobie wiele pytań, a może żadnego, więc zaskoczy Cię, że odpowiedzi i tak się pojawią. Jeśli nie w głowie to w sercu. Zostaniesz zmuszony, aby zatroszczyć się o siebie, kiedy zabraknie tych, którzy zazwyczaj robią to za Ciebie.
O potrzebie samotnej podróży.
O potrzebie samotnej podróży.
O potrzebie samotnej podróży.
 
"Masz tyle na ile się odważysz" - ten kto to powiedział powinien właśnie odbierać Nagrodę Nobla z dziedziny motywacji. Być może kiedy to czytasz właśnie do Ciebie dociera, że Ty już dawno przestałeś się wychylać. Nie było powodu. A przecież zmieniasz się nieustannie i pragniesz odkrywać samego siebie na równi ze światem.
Wszystko to brzmi, jak z taniego poradnika początkującego coacha i napawa Cię odrazą, bo jak cała mądrość tego świata zostało wyprane ze wszelkiego znaczenia. Myślisz więc, że jak wyjedziesz i odkryjesz świat po swojemu to najtrudniejsze klocki ułożą się same. Trochę tak jest. Tak jak życie dzieje się przy okazji. Idziesz do pracy i kiedy wracasz okazuje się, że wydarzyło się już większość czasu.

W podróży w pojedynkę umysł zajmują proste sprawy - jak dostać się z punktu A do punktu B, jak spędzić dzień i czy pogoda będzie współpracowała. Wtapiasz się w tło, obserwujesz i chłoniesz czas przeznaczony tylko na siebie. Stajesz się bardziej uważny i obecny, cały jesteś bardziej. Naturalnie poczuwasz się częścią wszechświata, radujesz z innych, niż zazwyczaj rzeczy, jak choćby z tego, że zaczynasz rozumieć z mapy coś więcej, niż tylko przekaz artystyczny. 

Zaczyna się to tak, że wstajesz w któryś poniedziałek i postanawiasz przesunąć horyzont, nawet jeśli tylko od biurka do drzwi. Potem zaczynasz porównywać się z innymi i myślisz, że po co, że na co, że nie warto. Samotna podróż pomoże Ci zrozumieć, że Twoja własna droga to jedyna jaką masz i niczym nie ustępuje innym. 

Kiedy postanawiasz wyruszyć sam, godzisz się na nieuczesane myśli i zamieszanie, które paradoksalnie porządkuje Twój wewnętrzny świat. Nie porównuj się do nikogo, nie pytaj czy warto. Zrób to. Jest jak jest i będzie jak będzie.

Najlepszego dla Was.

19 komentarzy:

  1. Czasami to zamieszanie musi najpierw rozwalić wewnętrzny spokój, żeby potem pojawił się większy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Trzeba coś zniszczyć, aby mogło zrodzić się coś nowego. Życie nie lubi próżni.

      Usuń
    2. I nie znosi monotonni wraz z wpisywaniem się ciągle w identyczne stereotypy!
      Znam ten ból, gdy każdy ściąga cię w dół, mówiąc :"już czas się rozmnożyć, znaleźć stałą pracę (tylko gdzie, jak rynek jest beznadziejny..;-P), nie myśleć o kolejnych studiach podyplomowych, o fotografii, o wariackim zarabianiu na życie i poszerzaniu własnych horyzontów. Każdy przyrównał by Cię do innych. Pozostałych, cierpiących na manię odniesienia pozornego sukcesu w wielkim mieście, okupionego dwunastoma godzinami pracy na dobę, siedzeniem w jakimś marnym, małym i dusznym pomieszczeniu i traceniem TWOJEGO, WŁASNEGO CZASU, MŁODOŚCI i Ż Y C I A. A co minie (szansa, wyjazd, marzenie do spełnieni), już nie wróci, już się nie powtórzy.

      Usuń
  2. Kiedyś nie wiedziałam dlaczego ludzie decydują się na spędzanie ze sobą czasu, nawet jeśli jak to określiłaś, jest to wyzwanie najwyższego kalibru. Teraz wiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tak, że gdy przeczytam coś naprawdę wartościowego i mądrego. to brak mi słów na jakikolwiek komentarz. tak też jest i tym razem. dziękuję za piękny tekst. samotna podróż to byłoby najlepsze lekarstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, mnie brak słów aby odpowiedzieć na tak wzruszający komentarz. Wszystkiego dobrego.

      Usuń
  4. Tak naprawdę nigdy nie byłam na samotnej podróży (poza wizytą w domu) i w najbliższym czasie raczej nie będę...

    OdpowiedzUsuń
  5. "Masz tyle na ile się odważysz" cóż za piękne słowa! Podpisuję się pod Noblem ;)
    Nie lubię sama podróżować, choć może powinnam powiedzić, że nie lubię sama wyjeżdżać. Dzielenie się emocjami, wspólne odkrywanie różnych miejsc jest dla mnie wzbogacające. Nie przeszkadza mi za to bycie samotnym spacerowiczem. Lubię chodzić po mieście po swojemu, skręcać w zaułki, chodzić zygzakiem i ze spaceru, który zapowiadał się na krótki zrobić kilkugodzinną włóczęgę. To właśnie wtedy nie wypuszczam aparatu z rąk. Na samotną wyprawę w nieznane nie mam odwagi ;)
    Zapraszam Cię serdecznie do siebie, bo na restaurację się nie zanosi ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm nie raz zastanawiałam się nad samotną podróżą (bo o krótkich wypadach do innego miasta tu nie mówię), coś mnie jednak paraliżuje. Choć ten mój chłop przeważnie w niczym mi nie pomaga, a jednak jakoś z nim mi raźniej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Osobiście bardzo lubię spędzać czas ze sobą. Nigdy się nie nudzę, a ponadto spędzam ten czas w taki sposób, w który lubię. Najczęściej podróżuję z kimś, ale już od jakiegoś czasu odczuwam, że chciałbym i wybiorę się samodzielnie w jakąś podróż.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bardzo lubie samotne podroze. Wlasciwie wiekszosc moich podrozy (alez wielkie slowo), to podroze samotne, chociaz samotne to tez troche na wyrost. Lubie wyjezdzac sama lepiej oddaje moj przypadek. Ci, co chcieli mnie nawracac juz dawno dali sobie spokoj, teraz traktuja mnie jak dziwaczke, do ktorej lepiej za blisko nie podchodzic :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czas spędzony z samą ze sobą w pięknym miejscu musi być przyjemnością:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. jednym z moich marzeń jest samotna podróż ale niestety w najbliższym czasie będzie to niemożliwe, mam nadzieję że kiedyś się uda. Piękny tekst!

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię spędzać czas sama ze sobą. Czy to w mieszkaniu, czy w trakcie podróży. Nie wiem, czy jest to spowodowane tym, że obecnie w moim życiu nie ma kogoś, z kim mogłabym podróżować, ale myślę że to nie jest jedyny powód. Samotna podróż jest wyzwaniem, które lubię. Przez ponad miesiąc wędrowałam Camino del Norte i choć zaczynałam, i zakończyłam tę drogę sama, to poznałam wielu wspaniałych ludzi. Myślę, że gdybym szła z kimś to byłabym dość zamknięta na nowe znajomości.

    OdpowiedzUsuń
  12. Też wybieram samotność od czasu do czsu, by odzyskać zdrową harmonię. Ale nigdy bym się nie zdecydowała na samotną podróż za granicę. W tych czasach to zbyt niebezpieczne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwszy raz zdecydowałam się na samotną podróż we wrześniu. Wstałam pewnego wakacyjnego dnia i wiedziałam, że to jest właśnie to co powinnam zrobić w trakcie swojego urlopu. Przemierzyłam 3000 km. I wróciłam odmieniona. Dowiedziałam się o sobie nowych rzeczy. Poznałam wspaniałych ludzi, co zazwyczaj nie zdarza mi się, kiedy podróżujemy razem. Przestałam się obawiać wielu rzeczy, bo life begins at the end of your comfort zone. Takie podróże będę robić co najmniej raz do roku.

    OdpowiedzUsuń
  14. A u mnie odwrotnie. Etap samotnych wycieczek mam za sobą. Teraz ciesze się, że może towarzyszyć mi bliska osoba.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem zwierzakiem typowo stadnym, a samotne i dalekie podróże absolutnie nie dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękny tekst. W życiu tak mi się złożyło, że zawze podróżowałąm z kimś, a od paru lat całkiem sama. Pamiętam mój pierwszy samotny wyjazd za granicę. Niby wyjazd autokarowy, zorganizowany, a i tak czułam lekki niepokój i podniecenie. Zrobić pierwszy krok jest najtrudniej, ale warto. Pozdrawiam wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...