30 maj 2016

Przestań marzyć, zacznij działać. Mój wyjazd do pracy we Francji.

Przestań marzyć, zacznij działać. Mój wyjazd do pracy we Francji.
Moja 3 tygodniowa francuska odyseja dobiegła końca. Chciałabym teraz rzucić garścią złotych myśli i rad, o tym jakie to było proste do zrealizowania, ale po prawdzie to sama ledwo dowierzam, że to wszystko miało miejsce. Francję wymyśliłam sobie zupełnie znikąd. Bezczelnie i z premedytacją wplotłam ją w scenariusz mojego obecnego życia, upierając się wszem i wobec, że pojadę tam, choćbym miała dokonać cudu na miarę przemiany wody w wino w Kanie Galilejskiej. Realia były jednak takie, że szanse na pracę tam miałam znikome, a gotówki za mało nawet na pasztet w puszce, a co dopiero na zuchwałe wojaże po winnicach.

Istniała jednak stała, która stanowiła najmocniejszy punkt tego nie do końca zrównoważonego pomysłu - determinacja.  Nie o Francję tu jednak chodzi, a o całokształt mojej burzliwej egzystencji. Ten rok miał być dla mnie przełomowy. A to dlatego, że przestałam przyjmować od życia odmowy. 

O powody nie pytajcie, ważniejsze, że rzeczywistość z miejsca rzuciła mi wyzwanie, a ja podjęłam rękawicę.

Decyzja zapadła już u progu Nowego Roku. Kiedy wkraczaliśmy w 2016-sty i przyszło do składania życzeń ja już wiedziałam, że to nie dla mnie. Na życzeniach i postanowieniach od poniedziałku wszystko się kończy, a mnie towarzyszyła ogromna pewność, że ten rok będzie zupełnie inny, niż dotychczasowe. Podjęłam najważniejszą decyzję w życiu. Zakopałam swoje lęki głęboko pod ziemią, serce po brzegi wypchałam dziecięcą ufnością i postanowiłam wyjść światu naprzeciw, realizując wszystko, co zakiełkuje w mojej głowie i do czego zapałam jakimkolwiek pragnieniem. Choćby było najbardziej nierealne. 

Nie macie pojęcia, jakie to było wyzwanie dla introwertyka. 
Nie wyobrażałam sobie jednak tracić więcej czasu na rozmyślanie o rzeczach, których nie mam odwagi zrealizować. 
Przejadło mi się tymi wszystkimi niemożliwościami. 
W duchu łomotały mi się marzenia i śmiałe wizje, które pragnęły urzeczywistnienia, a które wciąż trafiały na listę rezerwową. Miały czekać na inne czasy, na inną mnie, na przyszłość, która nie nadejdzie i niczego nie zmieni, skoro to ja jestem blokadą. 
Moje mocne postanowienie poprawy było jednak na tyle silne, że jeszcze w styczniu wbrew wszelkim niesprzyjającym okolicznościom wyruszyłam do Szkoły Językowej na Malcie.
I to był początek nowego.

Nie jestem z tych, co szastają hurra optymistycznymi hasłami z serii możesz wszystko, czy też jesteś panem własnego losu.  Nigdy nie mówię "nigdy", sporadycznie sięgam do słownika po "zawsze" czy "na pewno". Życie nauczyło mnie pokory, a moją pewność, co do własnego losu strąciło do lochu. Nie wierzę, że władam własnym życiem. Wręcz posiadłam tajemnicę, że nie mam na nie większego wpływu. Najczęściej jedyne, co mi pozostaje to dać się ponieść. Życie pędzi, jak oszalałe, a ja tylko co jakiś czas staram się zmienić bieg. To jednak nie przeszkadza od czasu do czasu spróbować przejąć stery. Gra w życie, choć zdaje się nie mieć reguł, bywa dla nas łaskawa. Jeżeli podejmiemy wystarczająco wiele prób, może uda się nawet wygrać.

Kiedy popuszczamy wodze fantazji, ogarnia nas przerażenie na samą myśl, że moglibyśmy żyć tak, jak marzymy. Marzenia są piękne, ale ich realizacja to nie tyle dobry plan, co odwaga.  Ukryte pragnienia drążą w naszych głowach korytarze myśli, których nie mamy śmiałości urzeczywistnić. Czujemy się bezpiecznie, dopóki pozostajemy w sferze marzeń. Wyjście z niej to opuszczenie strefy komfortu na rzecz realnego działania, a to już nie to samo, co ciepłe kapcie i fantazje bez granicy czasowej z datą realizacji.
Przestań marzyć, zacznij działać. Mój wyjazd do pracy we Francji.
Przestań marzyć, zacznij działać. Mój wyjazd do pracy we Francji.Przestań marzyć, zacznij działać. Mój wyjazd do pracy we Francji.
Przestań marzyć, zacznij działać. Mój wyjazd do pracy we Francji.
Przestań marzyć, zacznij działać. Mój wyjazd do pracy we Francji.
Przestań marzyć, zacznij działać. Mój wyjazd do pracy we Francji.
A co z tą Francją? 
Po powrocie z Malty wypadało szukać pracy, jednak interesujących mnie ofert za granicą nie było, o Polsce nawet nie wspominam. Na horyzoncie majaczyły kolejne podróżnicze cele, które niestety przy poszukiwaniu potencjalnej pracy stanowiły dla mnie nie lada przeszkodę, ponieważ bardziej, niż niedostatek ekonomiczny bolała mnie konieczność rezygnacji z któregokolwiek z nich. Spotkanie Blogerów w Cieszynie, wyjazd do Danii, w zamiarze Francja, sami powiedzcie, jak to porzucić dla kiepsko opłacanego etatu. 
A ludzie myślą, że życie bezrobotnego jest pozbawione problemów.

W efekcie moje bezrobocie kwitło w najlepsze, za to lista marzeń realizowała się w ekspresowym tempie. Co jakiś czas wysyłałam życiorys na jedną czy drugą ofertę pracy, ze świadomością, że każda kolejna jest gorsza od poprzedniej, choć jeszcze chwilę temu dałabym sobie uciąć rękę, że to niemożliwe. Gdzieś w stosie wysłanych podań znalazła się również oferta do pracy we Francji. Tyle, że nikt mnie do niej nie potrzebował. W efekcie o sprawie zapomniałam i wyruszyłam topić smutki w Danii. Na tyle skutecznie, że zapomniałam, że w ogóle szukam pracy.

Powrót do domu kolejny raz sprowadził mnie do parteru, jednak złożona sobie obietnica nie pozwoliła wrócić do systemu marzeń niedokonanych. Ponieważ moja przemiana trwała w najlepsze, postanowiłam nie szukać problemów, a znaleźć sposób na to, aby realizować kolejne wyjazdy, choć świat pogardził mi funduszy. Skoro nie dało rady drzwiami, wkroczyłam oknem i postanowiłam odwiedzić Francję pracując jako wolontariusz za wikt i opierunek. Wybrałam termin, znalazłam hosta, dograłam szczegóły i oczywiście właśnie wtedy, kiedy już zaprzestałam wysyłania CV, otrzymałam telefon od agencji pracy z propozycją wyjazdu do Francji w celach zarobkowych. 

Pieniądze - zjawisko mi  nieznane, zaśmierdziało nowobogactwem. Na ile znacie moją tendencję do nieszczęścia, nie zdziwi Was fakt, że termin rozpoczęcia pracy pokrywał się z datą mojego wyjazdu na wolontariat. Gdybym siebie nie znała, wierzyłabym, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach.

Do końca wahałam się z decyzją, ale wizja głodu zaglądającego w oczy skłoniła mnie do wyboru pracy za wynagrodzenie. I jeżeli myślicie, że tak się kończy ta historia to poczekajcie na kolejnego posta. W nim dopiero zaprezentuję Wam, co oznacza powiedzenie  "uważaj, o czym marzysz, bo może się spełnić". Pragnęłam przygód to dostałam cały pakiet. Czekałam tylko na "frytki do tego".

Jeżeli jest jakiś skrajny poziom pecha to nasza ekipa z pewnością wyczerpała wszelkie limity. Zawstydzilibyśmy Tomka Sawyera, Robinsona Cruzoe i Wojaka Szwejka razem wziętych. Nie regulujcie odbiorników. Wracam wkrótce. Ku chwale spełnionych marzeń

26 komentarzy:

  1. Ale gorąco! Widzę, że dzieje się u Ciebie i super! Nie mogę się doczekać następnej części!

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi intrygująco, więc czekam na ciąg dalszy i zazdroszczę odwagi.
    Ja nie mam jej na tyle, by rzucić wygodny etat i spróbować czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zainspirował mnie Twój wpis. Nie będę bardziej oryginalna niż interlokutorki pisząc, że zaimponowałaś mi odwagą i determinacją. Podobno " Świat nie należy do ludzi o omdlałym sercu", czy jakoś tak to brzmiało. Powodzenia i z pozdrowieniami czekam na jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! Dumna jestem z Ciebie! I widzę, że chyba na podobnym zakręcie jesteśmy, bo ja w styczniu też powzięłam decyzję, że świadomie omijam strach i mówię "tak" kiedy los mi coś oferuje. pięć miesięcy minęło, a już tyle się zdążyło zadziać, aż się boję co będzie, kiedy inne rzeczy które sobie wymyśliłam się spełnią! Powodzenia dalej i czekam na kolejny wpis! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Widzę, że zaczęłyśmy w tym samym momencie. Jak już się zacznie to ciężko się zatrzymać. Powodzenia i Tobie:)

      Usuń
  5. No po takim wstępie to czekam, niecierpliwie przebierając kopytkami, na dalszą relację. Super, że się dzieje!

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama byłam na takim zakręcie jeszcze półtora roku temu. I też wciąż powtarzałam, że to tylko chwilowe i minie, w międzyczasie robiąc plany i dopracowując moją podróżniczą listę. Chwila trwała 5 m-cy, ale za to jak ruszyłam z kopyta... :) Grunt to pozytywnie myśleć, zawsze i wszędzie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło czytać, że się powiodło:) Najlepszego.

      Usuń
  7. Fajnie napisane i dobrze zilustrowane...

    OdpowiedzUsuń
  8. ojej, ale ekstra! pamiętam oczywiście Twoją wycieczkę na Maltę i towarzyszący jej post, super, że to był dopiero początek! świetnie, że jesteś zmotywowana i zdeterminowana, nie poddajesz się.. widzisz, opłaca się :) powodzenia z realizowaniem kolejnych marzeń, zwłaszcza tych podróżniczo-odkrywczych!
    czekam na kolejny wpis o francuskich przygodach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale bosko:) I zgadzam się, trzeba spełniać i realizować swoje marzenia:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Czekam na rozwój wydarzeń!!:)

    OdpowiedzUsuń
  11. i super, i gratki! też jestem ciekawa, co napiszesz dalej. i też mam nadzieję, że ten rok będzie dla mnie przełomowy (tzn. już jest, i chyba dopiero się rozkręca! a być może do grudnia już w ogóle moje życie się wywróci), ale tej jednej, najbardziej przełomowej decyzji się boję podjąć. tak to jest, kiedy rzeczywistość jest tak bardzo wygodna, że niby chcesz, ale nie wystarczająco, żeby ją zmienić. mam ok pracę, lubię swoje miasto, wyjeżdżamy często. ale chce się więcej. tylko gdzie kończy sie więcej? skoro nawet za granica za kilka lat dopadnie mnie to samo - ok praca, fajne miasto. itd.
    nie ma to jak napisać komuś komentarz na blogu - o sobie. przepraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, cudowna jesteś, dzięki za ten wpis:) Powiem Ci, że rozumiem Cię, jak cholera, choć na tym etapie życia nie mam pracy, która lubię, mieszkam w mieście, w którym nie chcę i dopiero powoli odchwaszczam swoją własną ścieżkę. Ale nabrałam odwagi, aby błądzić, gubić się i najwyżej zawracać z obranej drogi, jednak próbować do skutku. Jeżeli rzeczywiście to droga jest celem, to może chęć na więcej nigdy się nie skończy i tak ma być. Nie przepraszaj, tylko wpadaj i pisz. Czytam z przyjemnością.

      Usuń
  12. Zapowiada się niezwykle ciekawie, ładne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze kiedy pomyślę o podróży, to napotykam kontrofertę ze strony mojego M., który zresztą nie za bardzo lubi wydawać kasę na podróże. Myślę, że łatwiej jest jest tak sobie podróżować mając mniej zobowiązań typu: stały etat, dzieci, i pozostała rodzina, często rzucająca kłody pod nogi. W dodatku kobiety często czują się za wszystko dookoła odpowiedzialne i zamiast spełniać swoje marzenia, koncentrują sie na innych i ich problemach. Zawsze coś, byle nie wymarzona podróż ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam podróże i chciałabym zobaczyć Francję. Masz niesamowita historie, czekam na kolejnego posta :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Boże, jakbym czytała o sobie. Dobrze wiedzieć , że są gdzieś ludzie, którzy mają "tak jak ja". Z życia i obserwacji zdążyłam zauważyć , że często jest właśnie tak, że w momencie kiedy przestajesz szukać - znajdujesz. Pozdrawiam Cię bardzo ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  16. No to czekamy, byle nie za długo:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Też mam tak, że kiedy "odpuszczam" i poniekąd godzę się ze stanem niespełnienia, owo spełnienie nadchodzi. Tak już chyba urządzony ten świat. Cieszę się, że słońce w końcu wyszło, czekam na dalsze wieści :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo lubię czytać Twoje posty, bo twoje lekkie pióro i szczerość w nich zawarta sprawiają, że nie wiem kiedy je kończę, czytam jednym tchem:) Właśnie dlatego, że nie jesteś z tych co wszystko mogą, dadzą zawsze radę itp itd przemawiasz do mnie i pewnie nie tylko do mnie. Siłacze już się przejedli;)
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy:)
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej!Ogromnie dziękuję. To chyba najpiękniejsze słowa, jakie od dawien dawna usłyszałam na swój temat.Pozdrawiam serdecznie i nawet nie wiesz, ile uczyniłaś dobrego tym komentarzem:)

      Usuń
    2. W takim razie straaasznie się cieszę i pozdrawiam:)

      Usuń
  19. Piękne malownicze zdjęcia, trochę zazdroszczę takich widoków ;) Oczywiście czekam na kolejny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dolaczam do milosnikow Twojego bloga i stylu pisania. Ja rowniez postanowilam, ze ten rok bedzie inny. Nie chce juz odkladac niczego na "kiedys". Ja wprawdzie jestem nieco ograniczona posiadaniem dzieci ( w sporej ilosci ;)), ale staram sie realizowac moje marzenia, a moje marzenia staja sie marzeniami dzieci. W niedziele wieczorem pytaja mnie, gdzie pojedziemy w nastepny weekend- i to jest dla mnie wspaniale doswiadczenie.Ja z rodzicami podrozowalam po Polsce, Fiatem 125p z przyczepka Niewiadow, moje dzieci moga zwiedzac Anglie, gdzie mieszkamy. Zazdroszcze Francji, ale z drugiej strony sie ciesze , bo przede mna w wakacje Toskania.Sciskam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Fajny, inspirujący post. A zdjęcia skradły moje serce!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...