25 lut 2014

O ludzkich granicach - kiedy człowiek wychodzi na barykady?


W toku wydarzeń na Ukrainie kłębi mi się w głowie chmura myśli, która każdego dnia zagrabia kolejne procenty jasnego i pogodnego umysłu. Właściwie ta chmura wisi tam od lat, jednak eskalacja konfliktu u naszych sąsiadów powoduje również rozrost tego tumanu poplątanych strumieni rozważań. I pytanie jakie od dawna tłucze mi się po głowie, a które pragnę Wam dzisiaj postawić, brzmi: gdzie jest granica, której przekroczenie powoduje wyjście ludzi na barykady?
W Polsce sytuacja nie jest jeszcze tak beznadziejna, ale pomimo, że jesteśmy podobno narodem narzekaczy to nie słyszę, abyśmy skarżyli się na dobrobyt. Ludzie żyją na kredytach   ( te 30 letnie na mieszkanie to wg mnie science fiction), pracują coraz dłużej i coraz ciężej     
( handel nie zna dni wolnych i karmi się 12h czasem pracy, bo po co komu wolna niedziela) za najniższą krajową, która nie starczyłaby psu na budę. 

W dużych miastach wielkie bogactwo razi równie mocno, co wielka bieda. Żaden stan z tych dwóch nie jest bowiem normalny dla przeciętnego Polaka. Każdego dnia spotykam ludzi ubranych za sumę mojego półrocznego utrzymania oraz tych egzystujących w skrajnej nędzy, żebrzących o pieniądze lub wsparcie w postaci jedzenia. Gdybym spełniała te wszystkie prośby to już zapewne sama byłabym jedną z tych osób. Tak więc powiedzmy, że wspieram co którąś istotę w potrzebie większej od mojej i oddalam dzień własnej bezdomności o kolejny tydzień. 

Kolejna kwestia to słynny NFZ i terminy do lekarza ustalane tylko dla nieśmiertelnych, bo nikt kto na prawdę tego lekarza potrzebuje nie dożyje wizyty.

Leki osiągają tak wygórowane ceny, że pewnie taniej byłoby zażywać heroinę, już nie mówiąc o alkoholu, którego statystyczny Polak używa do obmywania ran codziennej egzystencji i wciąga zamiast tabletek od bólu głowy. Oczywiście to nie pomaga, bo na drugi dzień głowa boli znowu, ale mając do wyboru ibuprom czy wino, ja również wybiorę to drugie;)

Każdego dnia nie mogę wyjść z podziwu, jak ceny rosną wprost proporcjonalnie do malejących pensji. I wierzcie mi nie przesadzam. 6 lat temu zarabiałam na tym samym stanowisku więcej, niż oferują mi obecnie. Jakoś inaczej to sobie wyobrażałam. Tymczasem portfele wspaniałomyślnych polityków puchną od naszych danin w myśl zasady: im mniej masz, tym więcej dasz.
Wydaje mi się, że im trudniejsze życie tym większe potrzeby. Na pewno jako potrzebę pierwszego rzędu uznaję stos poradników: jak żyć, aby nie zwariować, jak niczego nie potrzebować skoro i tak na nic cię nie stać, survival - jak poradzić sobie w lesie, zbudować ziemiankę itd. i jak odmienić swoje życie w minutę, bo tylko na tyle przerwy w pracy można sobie pozwolić nie narażając się na zwolnienie dyscyplinarne. W końcu wzorowy pracownik to taki, któremu nie trzeba płacić, który pracuje po pół doby, przerwę na jedzenie uznaje za zbędną fanaberię, a na L4 idzie dopiero po śmierci. 

Pamiętajmy że nic poza pracą się nie liczy, a jeżeli ktoś spróbuje nam wmówić, że jest inaczej to wyłącznie dlatego, że sam jest nieudacznikiem bez możliwości osiągnięcia sukcesu i zarobków na poziomie 1200zł na rękę. 
Ostatnio przeczytałam w internecie opinię pracownicy pewnej firmy, która wyraziła zadowolenie ze swojej pracy stwierdzeniem, że ma tak dobrą kierowniczkę, że ta, kiedy nikt nie widzi pozwala swoim podwładnym nawet siadać. Tego było już za wiele, zeżarła mnie zazdrość, a łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu. Cholerna szczęściara!

Tym radosnym akcentem kończę tego posta, bo albo dostanę zaraz wylewu, albo w zamian ktoś będzie musiał zginąć. Nie na darmo otrzymałam od losu sporą dawkę poczucia humoru, ale nawet te zdawałoby się niewyczerpane zasoby mają się ku końcowi. 

Biorąc pod uwagę jak wygląda życie, odnoszę nieprzemijające wrażenie, że ktoś robi sobie z nas niezłe jaja. Tylko to może tłumaczyć fakt, że płaci się ludziom za wygląd, nie za wiedzę, że można wmówić społeczeństwu, że normą po 5 latach studiów jest zarabianie 1000zł miesięcznie, ale przy okazji tak nauczyć je zarządzać finansami, aby z tego tysiąca poczyniło jeszcze 2000 zł na niezbędne wydatki. 

No cóż, jeżeli nie chcemy butów z pcv ani z kartonu to niestety, ale musimy wybulić 300zł. Zaś kasza gryczana to w naszym kraju większy rarytas niż avocado więc nikogo nie dziwi, że musimy za nią płacić jak za zboże.
Życie to absurd. Przed napisaniem tego posta byłam mocno niepocieszona, ale ubranie tego w słowa ukazało mi prawdziwą istotę irracjonalności współczesnych zjawisk, którym z taką pokorą się poddajemy.

Tak więc ponawiam pytanie: co jeśli nie TO powoduje, że ludzie przestają dbać o siebie i zaczynają walczyć o wspólne dobro? Co stanowi Wasz punkt krytyczny, Waszą granicę nie do przekroczenia? Moją chyba już tak rozciągnięto, że nawet nie wiem czy jestem jeszcze przed nią czy już za nią. Chociaż nie, jednak wiem. Jeżeli za jedyną możliwość poprawy własnego życia uważam emigrację to moja granica została boleśnie przekroczona. I bardzo mi to doskwiera.

16 komentarzy:

  1. Nie wiem czego potrzeba, aby sytuacja się polepszyła. Temat rzeka, nawet nie pokuszę się go rozwinąć, bo niepotrzebnie się zdenerwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja za to jestem szczęśliwym człowiekiem i dziękuję za każdą drobnostkę, która mnie spotkała. Nic samo nie przyjdzie, a od narzekania jeszcze nikomu los się nie odmienił. Mamy tendencję do życia w chmurach i oczekiwania na wszystko co najlepsze, bo nam się należy. Nie lubię narzekać a już na pewno nie na rząd, na system, że 1200 zł na rękę za 8h, na czasy, że kredyty, że brak pracy, bo co to zmieni.. Skończyłam studia i nadal się uczę, znalazłam pracę, nie mam kredytu. Wszystko to kwestia decyzji. Nic nam się nie należy, sami jesteśmy coś winni. Czy nam się w ogóle chce współtworzyć to społeczeństwo? Dajemy mu co? Pomagamy? Przykładamy się do działań lokalnych, pozarządowych? Wszyscy działamy ja rozszczepione atomy. Gdybyśmy chcieli dawać światu tyle ile oczekujemy, to myślę, że szybciej zauważylibyśmy poprawę niż gdy czekamy na cud.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, moim zdaniem takie marudzenie to pieprzenie zwykłe. To, że skońcyzło się studia gówno znaczy i dobrze, że nie gwarantuje od razu pracy za 3k na rękę.Znam specjalistów, którzy są po technikach albo i bez matury a zarabiają duże pieniądze bo są specjalistami, są dobrzy w tym co robią a wiedza przewyzszają 90% studentów, którzy studiują, żeby imprezowac i gówno ten papierek znaczy. Znam takie laseczki z tytułami mgr, że głowa boli, nie mają żadnej wiedzy i oczekują niewiaodmo czego bo w końcu mają dyplom. Żenada to jest i na to można narzekać i cieszę się, że jak jesteś dobry to dostaniesz za to pieniądze i nie rzekona mnie nikt, że jest inaczej. Jasne, ktoś kto jest naprawdę geniuszem w swojej dziedzinie powinien dostawać więcej niż dostaje w realiach polskich ale to nie oznacza, że nie dostaje dużo. Kredyty wynikają z pdoejścia do życia, jesteśmy tak nauczeni, żeby mieć a nie żbey żyć dlatego bierzemy kredyty. Ja kupiłam motocykl na rkedyt i nie żałuję decyzji ani przez sekundę. Ale to wynika z mojego kaprysu a nie konieczności i tego, że rzecz materialan sprawiła za dużo frajdy, żeby jej sobie odmówic. Także wystarczy się skupić na sobie i być w czymś dobrym a pieniądzę będą efektem ubocznym

      Usuń
  3. W poprzednim roku podobno była kolejna fala emigracji. I nawoływanie do powrotów nie pomogło. Myślę, że jak u nas nic się nie zmieni to jeszcze więcej ludzi będzie wyjeżdżać. Jedyne wyjście to takie, że szary człowiek musi bardzo umiejętnie lawirować swoimi wydatkami, nie pakować się w długoterminowe kredyty, bo praca rzadko jest taka sama.

    OdpowiedzUsuń
  4. jest coś dobrego w narzekaniu - gdyby nie to, nie byłoby zupełnie żadnych zmian, ale na dłuższą metę, w zbyt dużej ilości, powoduje ciągły ponury wyraz twarzy i niedostrzeganie dobrych stron życia w danym miejscu. na ukrainie czara goryczy, uzasadnionej zresztą, przelała się już dawno temu, my całe szczęście jesteśmy jeszcze daleko od takiej sytuacji (aby lepiej zrozumieć istotę konfliktu, postanowiłam przeczytać książkę o tym państwie, rozmawiałam też ze znajomą ukrainką). dla mnie granica istnieje przed tą, którą mieli ukraińcy. jeśli chodzi o poprawę sytuacji w państwie: zbyt wiele osób uważa, że rząd załatwi wszystko, a obywatel może mieć innych gdzieś. tylko że to jedynie pogarsza sytuację, demokracja wymaga pracy obu stron. oczywiście, rząd też ma zadanie do wykonania, a państwo nie jest idealne i niepozbawione wad.

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, z drugiej strony 30-letnie kredyty na mieszkanie i czekanie tygodniami na refundowaną wizytę u lekarza nie są tylko polskimi realiami. W bogatych krajach skandynawskim jest to samo, przynajmniej tyle sie dowiedziałam studiując tam przez pól roku. Problemem Polski jest bardziej przepaść miedzy zarobkami a niezbędnymi wydatkami codziennymi typu żarcie. A także to, że fakt ukończenia studiów goowno znaczy, bo studia nie przygotowują do samodzielnej i twórczej pracy, bo niestety, to co reprezentuje sobą wielu absolwentów nie jest warte nawet 1200 na rękę. Wiem, bo ja swego czasu tez zarabiałam odpowiednik tego 1200 na rękę i wiem, ile błędów wówczas popełnialam. Tyle, ze ja się na tych błędach uczyłam, bo mi zależało.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty na serio z tą emigracją? Ciekawa jestem jaki kierunek obierzesz jak coś...:). Kurczę, o sytuacji w Polsce można by pisać długo więc wybacz, ale ja sobie daruję co by humoru sobie nie psuć. Wiem, co to emigracja i może daje dużo w zamian, ale pojawia się tęsknota z którą czasem dużo ciężej sobie poradzić niż ze złością na system...

    OdpowiedzUsuń
  7. W PL ludzie mają jeszcze jako taki wybór jak im źle to się pakują i jadę w świat szukać lepszego życia. .. na Ukraine póki co ta opcja nie wchodzi w rachubę.
    A taki w ogóle to dobry post. Napisałaś samą prawdę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Doceniając Twojego bloga chciałbym nominować Cię do Liebster Blog, o którym możesz przeczytać na moim blogu. Nie ważne czy masz dużo odbiorców. Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Obrazy w telewizji i internecie były przerażające, ale tak naprawdę dopiero po rozmowach z przyjaciółmi w Kijowie, ze znajomymi, którzy tam stali i uczestniczyli w tym wszystkim.. zamarło mi serce. To dzieje się naprawdę i to w kraju, który jest tuż obok nas... to dotyczy ludzi takich jak My.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trudny temat i aż nie wiem co napisać, bo powieliłabym Twoje słowa. Tak czy inaczej - zgadzam sie z Tobą.
    Tak sie składa, ze pracuję w branży edukacja i jak dochodzą mnie słuchy planowanych reform oświatowych w najbliższych czasach, to dochodzę do wniosku, że wiem czemu tak sie dzieje. Nasze dzieci i ich dzieci mają być bezmózgami, ciemną masą, którą będzie można kierować do woli. Tak jak lubi Putin.
    Obym takich czasów nie doczekała, o zgrozo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz, ostatnio mieliśmy własnie debatę ze znajomymi w tym temacie. Nam nie powodzi się najgorzej, ale przecież widzimy nikt nie jest ślepy jak jest dookoła. Przerażające. Gdyby nie te miliony rodaków którzy wyjechali za chlebem, to słupki bezrobocia wzrosłyby niemiłosiernie. Nie mówiąc o tej gotówce która wpływa do kraju -oficjalnie i nieoficjalnie tzw. szarej strefy. Oczy zamknięte i cieszą się ze jakoś sobie społeczeństwo radzi. " jakoś".
    Zastanawiam się o co walczyli nasi dziadkowie? Jaka to wolność jak Polacy muszą wyjeżdżać do innych krajów, bo tu są pensje głodowe dla wielu, i żadnego socjalu? Dobra strona medalu że mogą wyjeżdżać i pracować za granicą.
    Owszem praca w PL jest JAKAŚ - dla wielu za grosze, która pozwala na wegetacje i pętla na szyje w formie kredytu do zarżnięcia.
    NFZ to już w ogóle ręce mi opadają.

    OdpowiedzUsuń
  12. ona w pracy może SIADAĆ?! O.o wow, ale farciara! nie wszędzie ludzie mają tak dobrze..
    och ironio
    serio, to jest jakieś apogeum. świat idzie w złą stronę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wojownicze zdjęcia :) Ludzie w Polsce trochę się boją strajkować pewnie bo nie ma polskiej gospodarka, a w większości zagraniczny kapitał. Jeśli ludzie wyjdą na ulice i zrobi się gorąco to i firmy i hajs może uciec za granicę. NFZ to piękna bajka bez dobrego zakończenia wg mnie, cierpimy także za euro na, które w cholerę hajsu poszło :)

    OdpowiedzUsuń
  14. zastanawiające pytanie, Ukraina ten moment krytyczny miała, , ja osobiście nie wiem, walczę o siebie , o marzenia o wszystko, tak by było choć ciut lepiej niż normalnie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...