17 gru 2013

Kraków, kupa i polski bus.




Mój pierwszy raz z Polskim Busem przebiegał w atmosferze radosnego uniesienia. Kiedy jakiś czas temu udało mi się zakupić bilet na trasie Wrocław- Kraków za cale 8zł wiedziałam, że opcje są dwie. Albo wyjdzie z tego coś wspaniałego, albo kiszka. Nic po środku. I miałam rację, ale ku mojej uciesze sprawdziła się pierwsza opcja .



Kiedy wsiadłam do czerwonego smoka i wyruszyłam w stronę przygody poczułam to ulotne poczucie wolności. A kiedy na pokładzie, w cenie biletu otrzymałam drobny poczęstunek oczy wyszły mi ze zdziwienia i powędrowały szukać logicznego wyjaśnienia, wspominając czasy podróżowania PKP, gdzie za przejazd płaciło się majątek, a w zamian otrzymywało jedno wielkie g.... i tylko ten wie, kto przeżył to co ja.

Tak więc dzięki temu radosnemu zrządzeniu losu pewnego słonecznego, dnia zawitałam do Grodu Kraka. Ponieważ bywałam tam już wielokrotnie plan był prosty. Przyjeżdżam, cykam kilka eleganckich fotek, wyważonym, statecznym krokiem przemierzam wybrane ulice Krakowa i nie uroniwszy ani jednej kropli potu, wypoczęta i spełniona wracam do siebie. Taka wyprawa na Księżną Kate. Tymczasem rzeczywistość znowu sprowadziła mnie na ziemię uświadamiając mi moje drobnomieszczańskie nawyki.


Zamiast księżną w odwiedzinach u krakowskich przodków, byłam raczej kolejną wersją japońskiego turysty o chaotycznych ruchach,  szalonym rozbieganym wzroku, który dzikim pędem, z wywieszonym ozorem i burczącym z głodu brzuchem fotografuje wszystko co się rusza. Oto moja osobista tragedia. Księżniczką trzeba się urodzić. Mnie nie przyhamowałaby nawet dworska etykieta. Książę Harry na pewno wiedziałby o czym mówię.




Ale idźmy dalej. Już chwilę po przyjeździe znalazłam telefon komórkowy, który przez cały dzień próbowałam nieudolnie zwrócić, aż ostatecznie wylądował w informacji Galerii Handlowej. Jednak zanim to się stało,  przemierzał ze mną ulice Krakowa i był świadkiem, że całemu wyjazdowi przyświecało jedno słowo: kupa


Gdzie nie spojrzałam tam kupa. Ulica kupa, synagoga kupa, afisze: gówno pod wawelem. Ponieważ po hebrajsku "kupa" to podobno "kasa" nie protestowałam, uznałam to za motyw przewodni mojej wyprawy i tylko czekałam, aż jeszcze na koniec w jakąś kupę wdepnę i będę ukontentowana.
            

 






Pomimo 9h czasu i praktycznie braku przystanków na cokolwiek, zleciałam zaledwie Rynek, okolice i Kazimierz na którym, mój instynkt zachowawczy jak zwykle nie wychylił nosa, więc nie straszne mi były najciemniejsze zakamarki, podejrzane typki i dziwne miejsca. Mam chyba jakieś skłonności samobójcze, albo brak zdolności przetrwania. Ale najwidoczniej Bóg czuwa nad takimi, bo wciąż żyję i cieszę się jak dziecko z tej samotnej gonitwy po mieście które kocham nieprzerwanie od lat.
 


O jarmarku bożonarodzeniowym nie piszę, bo przy wrocławskim to nie ma o czym. Jedyne wrażenie robił ten gołąb. A że nie było kasztanów to po prostu skandal!:)
Za to polecam Bar Grodzki na Starym Mieście. Właściciele przemili, jedzenie pyszne i tanie, przyjemna atmosfera, a wystrój zupełnie nie barowy. Rewelacja!
Natomiast Kazimierz...tam zapominam, że mamy XXI w. i pozwalam sobie, aby ta niepamięć trwała jak najdłużej. Dla mnie spełnia on funkcję machiny czasu i powoduje ciepło w sercu. Nawet nie zamierzam próbować Wam tego wyjaśniać, bo jak wyjaśnić emocje? Na dodatek tak silne. 
O Kazimierzu zrobię jednak osobny post, ponieważ zdjęć mam na książkę. Albo i dwie. Lubicie?

43 komentarze:

  1. Ech, ile to razy się posiłkowało w Barze Grodzkim za czasów studiów... :)) Fajnie było znów połazić po tym mieście (choćby wirtualnie), bo tak jak Ty niezmiennie zachwycam się nim od lat :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Eeeeee, a czemu to ja żadnych kup i pip nie widzialam... chyba nie tam patrzałam ;). Ja trochę żałuję że byłam tam tak krótko, tylko kilka godzin przelotem, ale wróce tam niedługo - kto wie może już na początku nowego roku. W Kazimierzu się zakochałam, masz rację że robi się ciepło na sercu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kraków bardzo lubię. Dla mnie to miasto ma niesamowity urok. I trochę żałuję, że tam się nie urodziłam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha i jeszcze coś. Ze wszystkich zdjęć podoba mi się "Piwnica pod złotą pipą" :D

      Usuń
  4. Ale mi się Kraków marzy. Nawet gówno pod Wawelem brzmi super zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietny wypad jednodniowy! zdradz ile godzin sie jedzie z Wroclawia do Krakowa, busem polskim, od dawna obserwuje te linie i mam na nia ochote a taki wypad jednodniowy czy weekendowy neci! Krakow zawsze jest swietnym celem na fotografowanie i nie tylko. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Grażyna jedzie się około 3,15. Polecam. Ja na dniach jadę znowu:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubie Krakow, chociaz bylam w nim bardzo, bardzo dawno temu. Trzeba bedzie nadrobic kiedys , jak sie okazja nadarzy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kazimierz lubię lubię lubię to moja ulubiona część Krakowa, więc z niecierpliwością czekam.
    A ukontentowana mam nadzieję byłaś...czy wdepłaś czy nie. Podoba mi się klimat tego jaki oddałaś na fotach:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na początku sierpnia obfotografowałam Kraków, było chyba ze 30 stopni w cieniu i pot zalewał mi oczy. Lubię co jakiś czas wrócić do Krakowa i poczuć atmosferę Starego Miasta. Niestety zawsze trafiam tam przejazdem i poza tą częścią właściwie nie znam miasta.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam szczęście bywać w Krakowie raz do roku, choć nie mogę powiedzieć, że znam miasto, za to starówkę uwielbiam! :)) chętnie dowiem się od Ciebie więcej o Kazimierzu i nie tylko :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, jestem pewna, że umiesz pięknie podać posiłek, wszak masz artystyczną duszę, reszta to tylko kwestia praktyki :))

      Usuń
  11. Droga Milady .. bardzo piękne uchwyciłaś Kraków i miałaś tak piękne niebo .. :^) ..koścół Św Piota i Pawła na Twoim zdjęciu bardzo mi bliski odbywają się tam często koncerty muzyki klasycznej i ma dobra akustykę
    zazdroszczę Ci słońca i błęki byłem tam parę dni przed Tobą i miałem deszcz i mgiełkę ale to też miało swój urok

    i jak fajnie z tą ulicą Kupa :^)) .. synagoga Izaaka Jakubowicza jest przy Kupa 18 . w czwartki i w niedzielę o 18 tek są tam koncerty muzyki klezmerskiej .. było pięknie
    życzę Ci wiele inspirujących powrotów i zazdroszczę wspaniałego jarmarku Bożonarodzeniowego we Wroclove ..
    i ja też przemiarzałem drogę z Krakowa do Wrocławia autobusem ponad rok temu :^) .. bo bardzo lubię i Wroclove

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki za ciekawostki :) ja w Krakowie byłam tylko 1 raz. Muszę to nadrobić :) Pozdrowienia zostawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahahhahaa nieźle się uśmiałam czytając tę relację! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja już kiedyś powiedziałam - Kraków jest i będzie "sercem mojej ojczyzny" :) To miasto, w którym dorosłam, przeobraziłam się z młodej infantylnej dziewczynki w dojrzałą, mającą swoje zdanie kobietę.
    Bardzo interesująco napisałaś ten post - szalenie mi się podoba :)
    Co do kupy, to na nieszczęście, oprócz kupy - kasy, ulicy Kupa czy też innych tego typu odmian, sa też kupy psie, cała ich masa - i to jest chyba jedyny minus Krakowa (jak dla mnie:) wiem, bo niejedno tam przeżyłam :D
    a specjalnie dla Ciebie - żyjącej we Wrocławiu, wiersze Daniela Lizonia (którego czytałam swego czasu mieszkając w Krk):
    „Wrocławski rynek”
    Kościółek św. Wojciech lśni
    W popołudniowym słońcu września
    Przez minutę Kościół Mariacki przekrzykuje się
    Z akordeonową zimą Vivaldiego swą codzienną fugą
    -hey now it’s my time z ogródków pod jaszczurami
    Słychać bełkot podchmielonych anglików
    -I will get you three hundred euro for night sweety
    Odzywa się męski głos z południowoeuropejskim akcentem
    Gołębie nagle wzlatują w niebo na wysokość
    Sukiennic by po chwili usiąść na Mickiewiczu
    I zademonstrować zachowanie kultury masowej
    W pobliżu grupka skośnookich turystów
    Pstryka sobie zdjęcia na tle przejeżdżającej dorożki
    Przewodniczka zachwala rynek i miasto
    Z podniecenia chyba zaraz eksploduje
    Mi bardziej podoba się rynek wrocławski
    Wtrącam

    Zabiła mnie na chwilę

    I drugi (ten już trochę dla mnie;)
    „Ma w sobie coś”
    Ten rynek jednak ma w sobie coś
    Ale o czwartej nad ranem lub w nocy
    Kiedy jest zimno i leje jak z cebra
    Można spokojnie posłuchać
    Kamieniczych historii i szelestu
    Złotych sukien
    Mogę porozmawiać z Adamem
    Duchowym rówieśnikiem
    O miłości samotności poezji i kraju
    Mogę być pijany i składać hołd pruski
    Miastu w którym przyszło mi żyć
    Miałem już dość dziewcząt z klubów
    Które widziały we mnie Małaszyńskiego
    A które ubiorami prosiły o gwałt
    Wyszedłem z muzyki na zewnątrz i widzę
    Że rynek ma jednak w sobie coś
    Kiedy jest zimno i leje jak z cebra

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. PB lubię podróżować ma swoje plusy, zdecydowanie na tak, a Kraków jak zwykle piękny, a na Twoich zdjęciach jeszcze bardziej!

    OdpowiedzUsuń
  16. Gołąb rządzi! :D
    dawno w Krakowie nie byłam, wstyd się przyznać, ale Kazimierza jeszcze na oczy nie widziałam, wstyd, ach wstyd!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nigdy nie miałem przyjemności z Polskim Busem, natomiast na PKP nie narzekam. Miałem z nimi różne przygody, ostatnio nawet dostałem kawę i ciastko ale bilet kosztował 117zł z Katowic do Warszawy. EuroCity. (TLK kosztuje ok 40zł ale jedzie 2godz dłużej) Cóż i tak taniej niż w UK gdzie pociągi są tak drogie że taniej jest wynająć samochód.
    Haha uśmiałem się z opisu japonkiego turysty jak nigdy :D Oni naprawdę tacy są! :))
    Z resztą uwielbiam wracać do Krakowa i za każdym razem zachowuję się tak jak oni. Kraków jest naprawdę charakterystycznym miejscem.

    OdpowiedzUsuń
  18. :):):) muszę na taki tani bilet zapolować ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. ach, ile ładnych zdjęć! i dobrze, bo krakowa nigdy za wiele! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawa relacja! ;) Uśmiałam się z motywu przewodniego! :))
    Pozdrowienia,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  21. Gdybym mogła wybrać sobie inne miasto w Polsce do życia to z pewnością byłby to Kraków! Noo... zagrozić mógłby chyba tylko Gdańsk :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. No tak, tez bym chciala czasem byc taka ksiezniczka i tez moge zapomniec! Ale najwazniejsze, ze wycieczka bardzo udane i bardzo udane zdjecia. Prosze o dluuuuga relacje z Kazimierza!

    OdpowiedzUsuń
  23. świetna wycieczka :) fajne kadry , przyjemnie się Ciebie czyta :) co do polskiego busa, to faktycznie super oszczednosc.jeszcze nigdy nie jechalam,musze sporobowac. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Lubię Kazimierz i czekam z niecierpliwością na osobny post
    zdjęcie z księżycem-wymiata:) opłacało się działać na japońskiego turystę:)

    OdpowiedzUsuń
  25. świetne zdjęcia. a motyw przewodni pod hasłem "kupa" jest genialny :) świetnie prowadzisz bloga. zajrzę do Ciebie jak opublikujesz post o Kazimierzu :)
    Nowy post :)
    pozostacsoba.blogspot.com
    (prosiłabym o kliknięcie w banery :) odwdzięczam się)

    OdpowiedzUsuń
  26. Kraków jednak ma swój klimat i lubię tam przyjeżdżać. Niestety moje pierwsze wrażenie i doświadczenie z Polskim Busem do najlepszych nie należy. I chyba więcej nie będę chciał nim podróżować.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ciekawy wpis. Jeszcze nie miałam styczności z Polskim Busem, ale po Twoim wpisie chyba zaryzykuję. Cieszę się, że poznałam kolejną fajną knajpę w Krakowie, ostatnio szukam. Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  28. No i zatęskniło mi się teraz straszliwie za Krakowem przez Ciebie. Osz Ty jedna, no! ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Kraków jedyne miasto o tak niepowtarzalnym klimacie, uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  30. Polski bus miałam okazję przetestować kilka razy, raz nawet za 2 zł z Wiednia do Katowic :)
    Co do Krakowa to bark mi słów, kocham to miasto i strasznie za nim tęsknię.
    Piękne fotki, widzę, że pogodę na zwiedzanie miałaś wymarzoną, a bar na grodzkiej, to miejsce gdzie często jadałam za czasów studenckich :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Momentami tak śmiesznie piszesz :) Z polskim busem nie miałam do czynienia jeszcze. Ale się wezme za szukanie połączeń , oj wezmę:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Kazimierz to również i moje ulubione miejsce w krakowie, więc z niecierpliwością czekam na Twój wpis :) a z polskim busem nigdy nie miałam okazji podróżować, a może powinnam :))

    OdpowiedzUsuń
  33. Coraz więcej osób pokazuje Kraków. Dochodzę do wniosku, że będę musiała i ja.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  34. To ja czekam na osobny wpis o Kazku :) najczęściej bywałam na nim własnie nocą, ale wtedy zwłaszcza latem tętni życiem i jest przepełniony pijanymi brytyjczykami, którzy chodzą poprzebierani jak w karnawał :) Pamiętam jednego, który był jakąś Heidi z Tyrolu i miał kieckę, którą namiętnie podnosił, a pod którą nie miał nic .... :P

    OdpowiedzUsuń
  35. Już jakiś czas podróżuję Polskim Busem bo szkoda mi nerwów na PKP. Kraków pięknie pokazałaś.

    OdpowiedzUsuń
  36. Piękne zdjęcia...aż mi się taka wycieczka zamarzyła :-)

    OdpowiedzUsuń
  37. od razu wiedziałam, o jaką kupę chodzi ;)
    w Krakowie dawno mnie nie było, ostatnio ciągle o nim czytam, muszę tam w końcu się wybrać!
    a te krówki to mistrzostwo!

    OdpowiedzUsuń
  38. Kraków to moje ukochane miasto! czekam na post o Kazimierzu z niecierpliwością:)

    OdpowiedzUsuń
  39. W Krakowie też zachowuję się jak japoński turysta i zdjęcia po paru godzinach się już w setkach liczy. Kazimierz bardzo lubię i od dłuższego czasu planuję tam na dłużej pojechać, aby spokojnie zajrzeć do każdego kąta.

    Zdrowych i Wesołych Świąt spędzonych w gronie najbliższych.

    OdpowiedzUsuń
  40. Uwielbiam też Kraków, ale w synagodze Kupa jeszcze nie byłam. *** Życzę radosnych Świąt i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...