10 wrz 2013

Podróż - zaplanowana czy spontaniczna? Moja historia wyjazdu do pracy w Grecji.

Lubicie planować podróż czy wyruszać spontanicznie? Ja z pewnością to drugie. Tak jak niektórzy nie widzą opcji wyjazdu bez zaplanowania każdego szczegółu, tak ja mam problem, aby zaplanować cokolwiek, bo dla mnie to istne katusze. Ciężko mi nawet opisać, jaka to dla mnie gehenna. Dla mnie planowanie sprowadza się głównie do ubezpieczenia się i wyboru celu podróży, a i to nie zawsze. Potem następuje kulminacyjny moment pakowania i w drogę. Zdecydowanie jestem człowiekiem czynu. Wolę urzeczywistniać swoje zamiary niż o nich rozmyślać i miesiącami przerabiać możliwe scenariusze, którymi i tak życie potrafi konkretnie zaskoczyć.
 

Oczywiście mam świadomość zalet planowania, posiadania opcji A, B, C..., umiejętności przewidywania różnych wydarzeń, ale nic nie poradzę, że się do tego nie nadaję. Ja przyjmuję zasadę, że sama muszę sobie wystarczyć za wszystkie plany, aż do końca alfabetu i na prawdę ta wiara potrafi czynić cuda.

Przydała mi się ona, kiedy zaraz po licencjacie postanowiłam pojechać do pracy do Grecji ( wtedy jeszcze ten kraj był dobrym miejscem na zarobek). Znalazłam pierwszą nadającą się pracę przez internet, podpisałam dokumenty i poleciałam. Pomimo, że tylko ja miałam obiecaną fuchę, dla bezpieczeństwa zabrał się ze mną mój chłopak i jego kolega, licząc, że też trochę dorobią. Trafiliśmy do biura pośrednictwa, z którym miałam podpisaną umowę, licząc, że uda nam się znaleźć coś wspólnie. Niestety po kilku dniach bezskutecznego czekania na jakiekolwiek pozytywne wieści, aby nie wrócić z niczym byliśmy zmuszeni się rozdzielić i każdy z nas został wysłany w inną stronę. 

Jak teraz o tym myślę to było to z pewnością ekstremalne przeżycie. Zwłaszcza że nie znałam greckiego, ani angielskiego, a wsadzono mnie z plecakiem do autobusu i kazano dojechać do miejscowości, której nie potrafiłam nawet odczytać z wręczonej mi kartki ( a i tak dzięki Bogu, że umiałam cyrylicę to chociaż coś mi to greckie pismo przypominało).  Miała być ona oddalona o 5h drogi od Aten, ale jeszcze po drodze czekała mnie przesiadka w równie niewiadomym miejscu. Nie miałam też więcej pieniędzy, poza tymi na bilet, nie miałam mapy, ani choćby rozmówek, a jedyne co miałam to blokadę simlocka na telefonie i przerażenie w oczach z odrobiną wiary w sercu. Rzekłabym że byłam w czarnej d..., co dotarło do mnie po jakiejś 1h drogi ostrymi serpentynami w głąb lądu. Po uświadomieniu sobie, że nawet nie wiem gdzie jestem i jak niewielkie mam szanse aby się dowiedzieć zaczęłam po prostu ryczeć. Wyłam z 2h, aż zauważyłam na którymś z przystanków, że mój plecak leży na ulicy, co uznałam za zdecydowany sygnał do wysiadki, mając nadzieję, że kierowca nie postanowił się mnie pozbyć tylko jednak skończył trasę;)
Pozostało mi wziąć się w garść i usadowić na najbliższym przystanku licząc, że pojawi się jakiś autobus o zbliżonej nazwie do tej, która widniała na mojej kartce. Albo jeszcze lepiej nadleci Superman i mnie stamtąd zabierze. Po około 1h czekania już bardziej intuicyjnie i w wyniku zmęczenia gapieniem się w upale na wszystko co się rusza, kiedy Supermana wciąż nie było, wsiadłam w przybyły pojazd, aby kontynuować podróż nie wiadomo dokąd. I znowu pociekły mi łzy. Po około 2h dalszej jazdy zamajaczyła mi jakaś podobna nazwa do mojej docelowej, więc rzuciłam się do wyjścia. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że moja pracodawczyni już tam na mnie czekała. To tak jakbym przedarła się przez mrok, a na jego końcu jakby nigdy nic, w najlepsze czekał na mnie gospodarz przybytku. No istny matrix.
 
Zmusiłam się szybko do uśmiechu przez łzy i  zaczęłam gorączkowo zastanawiać, jak się do cholery dogadamy?! Tu pewnie plan by się przydał, ale ja jak zwykle go nie miałam! Nieco mi zrzedła mina, kiedy po zapytaniu  w 3 językach usłyszałam, że w żadnym z nich nie mówi. I wtedy już od niechcenia i bez grama nadziei zapytałam czy mówi po rosyjsku? Usłyszałam odpowiedź "tak" i wiedziałam, że jestem w domu. I niech mi ktoś powie, że Boga nie ma!

Miejscowość do której łutem szczęścia dotarłam nazywała się Eratini. Przepracowałam tam ponad 1,5 msca, jako niania do 1,5 rocznej słodkiej dziewczynki. Język bardzo mi się spodobał, więc przyswajałam go bardzo szybko. Praca była ciężka, ponieważ pracowałam 24h na dobę przez 7 dni w tygodniu, a na dodatek dziecko prawie nie spało w nocy. Moi pracodawcy konkretnie mnie wykorzystali i potraktowali jak robota, który nie posiada prawa do odpoczynku. Kiedy stamtąd odjeżdżałam byłam wykończona, szczęśliwa, że to już koniec, ale smutna z powodu rozstania z dzieckiem i dużo bogatsza o bezcenne doświadczenia. Po tym wyjeździe utwierdziłam się w przekonaniu, że wszędzie sobie poradzę i że ktoś lub coś nade mną czuwa. Nawet jeżeli to nieprawda, to ta wiara pomaga mi przekraczać moje własne granice i bez lęku wyruszać w świat. Kiedy porzucamy strefę komfortu, dopiero poznajemy na co nas stać.
Oczywiście drogę powrotną wykorzystaliśmy na nic innego jak na podróż do Bośni i Serbii. Od tej pory jestem w tych miejscach zakochana, jak i w całych Bałkanach. Mam tylko kilka zdjęć z tego okresu, robionych jeszcze aparatem na kliszę, więc jakość jak widać na załączonym obrazku. 

Jeśli czegoś chcemy niewiele jest rzeczy, które mogą nas powstrzymać.

A jak to jest z Wami?

22 komentarze:

  1. Podziwiam za Grecje, ale prawidlowo, trzeba lapac byka za rogi!
    Co do Twojego pytania... U mnie jest roznie, zalezy, czy jade na dluzej (wtedy nie planuje), czy tylko na krociutko i chcialabym kilka rzeczy zobaczyc. Tak bylo np z Londynem, rozlozylam ogromna mape i zaznaczalam miejsca, stacje metra, restauracje, wszystko. Nie wyobrazasz sobie, ile mialam z tym zabawy i radosci. Zaczelam chyba 3 tygodnie przed wylotem i normalnie nie moglam sie od tej mapy odkleic :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. ja nie mam problemu planowania, bo na tym punkcie bzika ma mój chłopak :) każdy wyjazd zaplanowany co do minuty. nie wiem jak on to robi, bo ja po 5 minutach prób planowania zanudzam się na śmierć.

    nie wiem czy bym przeżyła w takiej Grecji tak jak Ty. chociaż pociesza mnie fakt, że taka twarda baba jak Ty płakała :D ja to bym pewnie ryczała przez 3 dni na chodniku ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. lubię mieć wszytsko zaplanowane! choć zdarzają mi się spontanicze decyzje co do podróży tak jak np majówka z BUSiMY:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeżeli chodzi o wyjazdy do pracy, to nigdy ich nie planowałam, z reguły były spontaniczne, czy to do UK czy też do Holandii :) W poniedziałek znalazłam ogłoszenie o pracę, we wtorek przeszłam test językowy a w czwartek byłam już w busie do Holki :D
    Jeżeli idzie o urlop, to zawsze mam jakiś plan. Problem polega na tym, że rzadko ten plan jest realizowany lub nie w pełni :p

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak.... Ja jestem stanowcza w stosunku do męża mówiąc mu "Jedziemy za rok do Brukseli czy ci się to podoba, czy nie". Wie, że jak się nie zgodzi, to pojadę sama i już, nie da się mnie powstrzymać. A puścić mnie samą do obcego państwa? Jak ja we własnym mieście się gubię. ;) On nie ma wyboru.

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietna historia!
    Ja rowniez jestem spntaniczna, zwlaszcza jezeli chodzi o wazace w moim zyciu decyzje:)
    Jesli chodzi o wakacyjna prace, to kazde lato spedzalam w Bulgarii jako rezydent i pilot wycieczek. A prace dostalam od reki! Mialam 20 lat, bylam po pierwszym roku studiow bulgarystyki i weszlam do jednego z najbardziej znanych krakowskich biur podrozy mowiac ze szukam wakacyjnej pracy w Bulgarii. Wlasniciel biura od reki zaproponowal mi pozycje rezydentki wSozopolu. Jadac tam nie mialam zielonego pojecia o swoich obowiazkach, o tym jak ciezko bedzie pracowac z polskimi turystami, nie za bardzo znalam jeszcze kraj i jezyk... Ale na miejscu mialam cudowna szefowa, ktora do dzisiaj wspominam z lezka w oku. I tak przez kolejne 4 sezony jezdzilam pracowac nad Morze Czarne i pomimo bardzo niskiej placy wspominam tamte chwile jako jedno wielkie pasmo przygod, niekonczaca sie zabawe i po prostu wspaniala nauke zycia.

    OdpowiedzUsuń
  7. ja jestemz tych planujących, ale dopiero na miejscu, tzn. najpierw wybieram przykładowo grecką wypę, potem na nią trafiam a na miejscu patrzę w przewidniki, zastanawiam się co i gdzie
    \a jak udało Ci się porozumiewać z dzieckiem?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawie jak ja Olu:) choć ja jeszcze przed wyjazdem zaopatruje sie w przewodniki i tak mniej wiecej określamy cele naszych wycieczek. choć bardzo często juz na miejscu całkowicie sie zmieniają:) pozdrowienia, Ola;)

      Usuń
    2. Z dzieckiem porozumiewałam się po polsku i grecku i niewerbalnie oczywiście. Po pewnym czasie już nawet do rodziców mówiła "daj":)

      Usuń
  8. O rany, co za historia. Ja bym tak nie mogła, chyba. Nie dałabym rady. Jestem tchórzem i w życiu bym tak nie wyjechała do pracy. Podziwiam! Dobrze, że się wszystko szczęśliwie skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Odważna bestia z Ciebie =) ja coś podobnego przeżyłam w Anglii, ale to długa historia ;)

    Wyjazdy u mnie zazwyczaj planowane, lubię to i bardzo często to robię - szperać za tym czy za tamtym - fajne to =) Choć przyznam się, że od jakiegoś czasu łazi za mną taki spontan, wyjechać gdzieś nie pytając się nikogo o zgodę, gdziekolwiek. Choć obecnie jest to trudniejsze - wiadomo, praca itd itp. Ale może jak będę emerytką to uda mi się takie spontany organizować, z dziadkiem u boku ;) i fju, gdzie dusza zapragnie =) hihi!

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje wyjazdy też zwykle sa bardzo spontaniczne. Podobnie jak Ty, po skoczeniu studiów, spakowałam plecak i wyjechałam do pracy za granicę. Pojechałam do Irlandii, choć nie miałam pojęcia czy znajdę tam pracę. Udało się, zostałam tam 7 miesięcy. Jeśli chodzi o wyjazdy wakacyjne wyglada to bardzo często podobnie. Chyba najbardziej ekstremalnym moim wyjazdem była podróż do Indii i Nepalu. Kupiłyśmy z koleżanką bilety, powrotny za 3 miesiące i tyle. Nie miałysmy żadnego planu, totalnie spontaniczna i najwspanialsza podróż jak do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratulacje !! wlasnie takie sytuacje ucza nas jak silny moze byc nasz charakter i czasem jest to zaskakujace nawet dla nas samych!
    dalas rade i pewnie poradzisz sobie nie raz w najrozniejszych sytuacjach !
    Nie wiem w ktorym roku, byla ta podroz, po jakosci zdjec wnioskuje ze dawno, a ty nic sie nie zmienilas !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Justynka. Dla mnie takie doświadczenia są najcenniejsze w życiu, bo nie poznamy siebie nie wystawiając się na próbę. A czy się zmieniłam to tylko Ty możesz stwierdzić;)

      Usuń
  12. przeczytałam jednym tchem, niezłe miałaś przeżycia! odważna bestia :) ja, jak już wiesz, lubię spontan, ale chyba nie poleciałabym tak "na żywca" do Grecji :D ta droga musiała być makabryczna, całe szczęście, że trafiłaś na miejsce :)
    życzę samych udnaych podróży!

    OdpowiedzUsuń
  13. Też Cię podziwiam, bo nieco podobne przejścia miałam we Włoszech, chociaż zdecydowanie mniej ekstremalne. Osobiście lubię planować, zawsze staram się mieć plan spadochronowy, ale emocji związanych z wyprawą na los szczęścia nie da się z niczym porównać, to prawda. A jak to podnosi naszą wiarę w dobrą gwiazdę, która nas prowadzi, samoocenę, i siły, jaką takie doświadczenie daje nam na przyszłość, to jest po prostu bezcenne! Serdeczne pozdrowienia z rozpłakanych deszczem Mazur!

    OdpowiedzUsuń
  14. Podziwiam i gratuluje odwagi. Mój mąż jeszcze jako mój chłopak za nic nie chciał pojechać za granice i zarabiać. Ja skapitulowałam i żałuję, bo jak jest sie młodym to jakoś łatwiej. Cóż pozostały podróże i te są często spontaniczne i nie planowane za małe piniądze. Cóż, coś za coś :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow. Podziwiam.
    Ja bym się nie odważyła w obcym kraju jechać niewiadomo gdzie...

    Wolę planować :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja wierzę, a właściwie już wiem, że ktoś nade mną czuwa i prowadzi za rączkę. Nawet z bardzo trudnej sytuacji potrafi mnie wydostać, a potem pokazuje, że wszystko dzieje się w jakimś określonym celu. No tak, tylko, że na początku zawsze panikuję :))

    OdpowiedzUsuń
  17. O kurcze, odważna byłaś :) Ja lubię "elastyczne planowanie", czyli mam plan, ale chętnie go zmieniam, w zależności od potrzeb. Zdarza się, że jadę bez planu, w ciemno i też się wtedy jestem w stanie odnaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetnie się czytało!
    Ja jestem zdecydowanie z tych, co planują WSZYSTKO, każdego dnia, więc czytając łapałam się za głowę - trochę z niezrozumienia, trochę z podziwu :D
    Lubię to uczucie - totalnego zmęczenia, połączonego z satysfakcją z tego, co się zrobiło, ze zgromadzonych doświadczeń.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja mam dokładnie odwrotnie niż Ty - planowanie, planowanie i jeszcze raz planowanie. rozmyślanie przez miesiące, jak będzie, z kim, jak, po co, za ile, dlaczego? Kupowanie potrzebnych rzeczy, przewodniki, czytanie o danym kraju.
    Wiem, że życie pisze różne scenariusze, ale taka jestem i już.
    Oczywiście Ciebie również podziwiam za te spontaniczność, ale ja nie umiałabym inaczej :)
    Co człowiek, to inny charakter :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...